W audycji Planet Money z amerykańskiej stacji radiowej NPR zgromadzono wypowiedzi kilku ekonomistów, na temat tego, jakie zmiany w gospodarce należałoby wprowadzić. Wśród naukowców, z którymi rozmawiali dziennikarze znaleźli się reprezentanci bardzo różnych „obozów” ekonomicznych - był wśród nich zarówno konserwatysta, libertarianin, centrysta, zwolennik większej ingerencji państwa w gospodarce, jak również określający siebie samego mianem pragmatyka. Choć ci ekonomiści bardzo różnią się w szczegółach, co do tego, jak należy „urządzić” amerykańską gospodarkę, to mimo wszystko zgodzili się w sześciu kwestiach (specyficznych dla gospodarki amerykańskiej):
1. Zlikwidowanie odliczania od podatku odsetek od kredytów hipotecznych. Zdaniem ekonomistów takie rozwiązanie to nic innego jak subsydiowanie zakupu domów przez osoby zamożne - im większy kredyt tym większe odsetki, a więc i większe ulgi podatkowe. Osoby wynajmujące, uogólniając mniej zamożne od tych, którzy kupują na własność, nie otrzymują takiego wsparcia. Co więcej to rozwiązanie zakłóca działanie rynku, windując w górę ceny nieruchomości.
2. Zlikwidowanie odliczenia od podatku, jakie pracodawcy uzyskują za opłacenie ubezpieczenia zdrowotnego dla swoich pracowników. Taki system - zdaniem ekonomistów - zachęca do kupowania droższych niż optymalne ubezpieczeń, jak też do nadkonsumpcji usług przez ubezpieczonych pracowników, co w rezultacie podnosi koszty usług zdrowotnych dla wszystkich.
3. Zlikwidowanie podatku dochodowego osób prawnych, czyli opodatkowania dochodów przedsiębiorstw. Zdaniem ekonomistów opodatkować należy ewentualne dochody właścicieli firm, a nie dochody samej firmy. Takie rozwiązanie miałoby sprawić, że przedsiębiorstwa będą więcej inwestować, co sprzyjałoby gospodarce.
4. Zlikwidowanie podatku dochodowego i składek na ubezpieczenie społeczne. Podatki, ponieważ zwiększają koszt, zniechęcają nas do kupowania określonego dobra lub wykonywania określonej działalności. Dlaczego więc obejmować podatkiem pracę a więc coś, co jest dobre dla wykonującej ją osoby, jak i dla całego społeczeństwa? Zamiast tego powinno się wprowadzić system podatkowy oparty na podatkach konsumpcyjnych, w dodatku zaprojektowany tak, aby działał on progresywnie, czyli chronił osoby o niskich dochodach.
5. Wprowadzenie podatku węglowego (lub ogólnie opodatkowanie naukowo dowiedzionych efektów zewnętrznych). Oczywiście oznaczałoby to wyższe ceny paliwa, jednak w ogólnym rozrachunku przyniosłoby korzyści, ponieważ zmniejszyłoby emisję szkodliwych zanieczyszczeń oraz zmniejszyłoby negatywny wpływ na zmiany klimatyczne. [Do tego postulatu przychylili się prawie wszyscy ekonomiści].
6. Legalizacja marihuany (lub w ogóle narkotyków). Zdaniem ekonomistów „wojna z narkotykami” jest kosztowna i nieskuteczna, a ponadto podnosi ceny narkotyków, co sprzyja bogaceniu się gangów i przestępców.
Wypowiedzi wprawdzie pochodziły z audycji sprzed kilku lat, ale teraz dziennikarze porównali program złożony z tych postulatów z programami politycznymi kandydatów w trwających w USA wyborach prezydenckich. Wśród dwojga głównych kandydatów trudno było znaleźć aprobatę dla właściwie jakiegokolwiek z tych postulatów (poza drobnymi wyjątkami). Natomiast kandydatem, który zgodził się z prawie wszystkimi był Gary Johnson, którego poparcie oscyluje na poziomie 5-7%. A więc program, z którym zgadza się najbardziej środowisko ekonomistów ma bardzo małe poparcie w społeczeństwie i praktycznie nie ma szans na realizację w praktyce. Dlaczego tak jest?
Można zastanawiać się nad tym, czy sam Gary Johnson jest charyzmatycznym i wiarygodnym politykiem oraz nad tym, jakie znaczenie w wyborach amerykańskich ma zabetonowanie sceny politycznej przez dwie największe partie. Jednak wciąż pozostaniemy z pytaniem, dlaczego politycy nie głoszą postulatów, co do których ekonomiści nie mają wątpliwości, że ich realizacja byłaby dobra dla gospodarki. I to ekonomiści z całego niemal spektrum ideologicznego. Odpowiedź jest prosta - ponieważ te postulaty byłyby bardzo niepopularne w społeczeństwie. Gdyby kandydat demokratów lub republikanów głosił takie postulaty, to niechybnie straciłby poparcie. Gdy w kolejnej audycji przedstawili te propozycje grupie fokusowej, to uczestnicy badania zdecydowanie odrzucali wszystkie postulaty (poza legalizacją marihuany, co do której byli podzieleni). Nie podobała im się sama treść postulatów, ale także ich język, a wręcz krzywili się, gdy słyszeli, że “ekonomiści są zdania, że…”. Jak zauważyli dziennikarze prowadzący audycję - ludzie nie słuchali wyrafinowanych argumentów, tylko niemal od razu albo odrzucali pomysł albo go aprobowali. Czy więc chodzi tylko o to, że przeciętny obywatel ma małą wiedzę ekonomiczną, nie rozumie “słusznych” postulatów głoszonych przez ekonomistów i nie analizuje dokładnie faktów? Być może jest to część prawdy, ponieważ jak pokazują analizy, wyborcy często głosują na partie, które głoszą program sprzeczny z ich własnym interesem. Czyli głosują nie na tych, co powinni, gdyby tylko kierowali się racjonalną argumentacją i korzyścią własną.
Jednak być może część winy leży również po drugiej stronie. Gdy jednak te same idee zostały przedstawione w sposób bardziej atrakcyjny - chwyciły. Gdy zamiast typowego języka ekonomicznego “opakowano” je w zgrabną reklamę polityczną, to ludzie zmieniali zdanie na temat. Wniosek? Być może część problemu tkwi w tym, że ekonomiści nie są zbyt dobrzy w komunikacji ze społeczeństwem. Jeśli “sprzedawaliby” swoje postulaty nieco skuteczniej i zyskiwałyby one większe poparcie w społeczeństwie, to partie polityczne chętniej włączałyby je do swoich programów. Jeżeli powyższe rozważania mają sens, to receptą na lepiej prowadzoną politykę gospodarczą jest lepsza edukacja ekonomiczna oraz lepsza komunikacja ekonomistów ze społeczeństwem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia jako nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia jako nauka. Pokaż wszystkie posty
7 listopada 2016
30 października 2016
Ekonomia w filmach i serialach, odc. 1. pt. "Ekonomia nie jest zbyt ciekawa, albo przynajmniej bywa naucza w bardzo nieciekawy sposób"
Oto pierwszy odcinek nowego cyklu "Ekonomia w filmach i serialach" zatytułowany "Ekonomia nie jest zbyt ciekawa, albo przynajmniej bywa nauczana w bardzo nieciekawy sposób".
Wysoki stopień zmatematyzowania ekonomii oraz duże polegania na - niekiedy bardzo skomplikowanych - modelach sprawiły, że ekonomii przylepiono łatkę nauki niezrozumiałej, nieciekawej i oderwanej od rzeczywistości. Słowem, ekonomia jest postrzegana jako nudna, co prześmiewczo ilustruje scena scena z filmu Wolny dzień Ferrisa Buellera z 1986 roku, w której nauczyciel ekonomii dosłownie "poraża" uczniów swoim entuzjazmem. Oczywiście można odnaleźć wiele innych przykładów pokazujących ekonomię jako naukę ciekawą, zrozumiałą i praktyczną, jednak nie oznacza to, że ekonomia i ekonomiści nie ma żadnego problemu z tym, jak ekonomia jest uprawiana i nauczana. Przykładowo, wspomniana matematyka powinna pomagać w logicznym i klarownym dochodzeniu do odpowiedzi lub ich przedstawianiu. Często natomiast skomplikowane modele matematyczne w ekonomii istnieją "same dla siebie" tj. nie próbują opisać rzeczywistości, lecz przedstawiają gospodarkę opartą na nierealistycznych założeniach. Naukowcy natomiast nie badają prawdziwej gospodarki, tylko tę wyobrażoną, przedstawioną w modelach, czasem opartą bardziej na ideologicznych niż naukowych przesłankach. Paul Romer, jeden z najważniejszych współczesnych ekonomistów, ukuł na to termin mathiness. Niemniej warto pamiętać, że - właściwie używana - matematyka jest niezwykle przydatnym narzędziem badawczym.
Informacje na temat zagadnień, które pojawiły się w filmiku:
W kolejnym odcinku cyklu ekonomię i jej praktyczne zastosowania odkrywać będą bohaterowie serialu "Jak poznałem waszą matkę".
24 czerwca 2016
Piłkonomia, czyli co ekonomia wie o meczu Polska-Szwajcaria
Szwajcaria swój ostatni mecz w fazie grupowej grała w niedzielę, natomiast Polska - we wtorek. Oznacza to, że Szwajcarzy odpoczywali dwa dni dłużej (Szwajcaria skończyła swój mecz ok. 23 w niedzielę, natomiast Polska ok. 20 we wtorek, tak więc różnica wynosi ok. 45 godzin). Czy w sobotnim meczu będzie to miało jakieś znaczenie?
Zwykle w turniejach takich jak Mistrzostwa Europy różnica w długości odpoczynku przed meczem wynosiła maksymalnie jeden dzień, jednak zmieniło się to wraz z rozszerzeniem Euro do 24 drużyn. Zdania ekspertów od fizjologii i przygotowania fizycznego są podzielone (wypowiedzi pochodzą z artykułów ze strony sport.pl):
Okazuje się, że ekonomiści mogą również dorzucić swoje „dwa grosze” na ten temat. Oczywiście ekonomiści nie starają się zastąpić fizjologów i zrozumieć procesy fizjologiczne zachodzące w organizmie, ale analizują problem z zupełnie innej perspektywy. Ekonomiści tacy jak Stefan Szymanski z Uniwersytetu z Michigan, który wraz z Simonem Kuperem napisał książkę Soccernomics, analizują dane i używają logiki, by znaleźć w tych danych odpowiedzi na pytania takie jak:
Wreszcie, jednym z takich pytań jest: czy czas odpoczynku między meczami ma istotne znaczenie dla wyników? Szymanski przeanalizował wraz ze współpracownikami szereg wyników drużyn z Premier League, które oprócz tego grały w pucharach (krajowych i europejskich). Jak się okazało, to czy zespół grał w środę, nie miało żadnego znaczenia w przypadku wyników gier weekendowych.
Oczywiście zależności z klubów nie muszą przekładać się w 100% na wyniki reprezentacji na finałowych turniejach, które są rozgrywane przecież na koniec wyczerpującego sezonu. Podobnie, całkiem możliwe, że czas odpoczynku ma większe znaczenie - jak zauważył w powyżej przytoczonej wypowiedzi prof. Żołądź - w przypadku meczów rozstrzyganych w doliczonym czasie gry. Jednak taka analiza jest ciekawa pod tym względem, że zdrowy rozsądek podpowiada, że czas odpoczynku ma kolosalne znaczenie. Rolą nauki jest czasem właśnie to, żeby podważyć to, co tzw. zdrowy rozsądek (mylnie) nam podpowiada.
Oczywiście pozostaje jeszcze pytanie, czy to wciąż jest ekonomia. Podobnie jak w przypadku Freakonomii i jej podobnych, ekonomiści wychodzą w tym przypadku daleko poza to, co zwykle kojarzy się z ekonomią. Być może jest to już coś poza ekonomią (data science?), a być może - jak powiedział kiedyś J. Viner - „ekonomia jest tym, czym zajmują się ekonomiści”. Ten przewrotny cytat można odczytać jako opinię, że ekonomiści, dzięki pewnych cechom wyróżniających ich w środowisku naukowym (dobra znajomość metod ilościowych, zdyscyplinowane myślenie modelowe oraz tzw. myślenie ekonomiczne) mogą odkrywać rzeczy, których inni naukowcy nie dostrzegają. W ten sposób niejako na nowo definiują przedmiot dociekań ekonomii. Od razu trzeba zaznaczyć, że czasami takie próby są bardziej śmieszne niż sensowne. Być może jednak te pierwsze również są potrzebne do postępu naukowego i do tego, żebyśmy więcej o świecie. Tak czy inaczej, jutro możemy "kibicować", żeby czas odpoczynku jutro rzeczywiście nie zaważył na wyniku i żeby Polska wygrała ze Szwajcarią dzięki umiejętnościom czysto sportowym.
![]() |
| Źródło zdjęcia: tvn24.pl |
- Prof. Zbigniew Jastrzębski: Rywale przejdą klasyczny mikrocykl treningowy, znajdą czas na wypoczynek i pracę. Turniej ułożył im się niemal idealnie. Nasi zawodnicy w środę byli jeszcze mocno zmęczeni po Ukrainie. Największe skutki wysiłku wychodzą po ok. 24 godzinach. W czwartek może być wykonany trening o niskiej intensywności, w piątek tylko pobudzający, bo już w sobotę mecz. Nawałka może zrealizować ledwie dwie jednostki treningowe.
- prof. Jerzy Żołądź: "Jeśli dojdzie do dogrywki, to może się okazać, że te dwa dodatkowe dni odpoczynku miały znaczenie. Zmęczenie na pewno będzie narastać"
- dr Jakub Chycki: Przerwa ma wielkie znaczenie. Pod względem fizjologicznym lepiej mieć pięć niż trzy dni na restytucję. Trudno [jednak] takie rzeczy kalkulować w drużynie piłkarskiej. Każdy gracz był w innym stopniu obciążony w ostatnim meczu, ma inne przemiany metaboliczne, inne straty energetyczne. Dlatego nie istnieją dwa takie same okresy optymalnej restytucji.
- Andrzej Bahr, były trener przygotowania fizycznego Wisły Kraków: Gdybyśmy mieli tylko jeden dzień na regenerację, a rywale trzy, byłby to problem. Ale oba zespoły mają odpowiednio dużo czasu.
Okazuje się, że ekonomiści mogą również dorzucić swoje „dwa grosze” na ten temat. Oczywiście ekonomiści nie starają się zastąpić fizjologów i zrozumieć procesy fizjologiczne zachodzące w organizmie, ale analizują problem z zupełnie innej perspektywy. Ekonomiści tacy jak Stefan Szymanski z Uniwersytetu z Michigan, który wraz z Simonem Kuperem napisał książkę Soccernomics, analizują dane i używają logiki, by znaleźć w tych danych odpowiedzi na pytania takie jak:
- czy lepiej strzelać karne jako pierwszy, czy jako drugi?
- czy zasady wyrównujące szanse klubów (jak w amerykańskich sportach) sprzyjają rozwojowi dyscypliny?
- czy największe znaczenie dla wyników ma najlepszy gracz? czy może o wyniku decyduje „najsłabsze ogniwo”?
Wreszcie, jednym z takich pytań jest: czy czas odpoczynku między meczami ma istotne znaczenie dla wyników? Szymanski przeanalizował wraz ze współpracownikami szereg wyników drużyn z Premier League, które oprócz tego grały w pucharach (krajowych i europejskich). Jak się okazało, to czy zespół grał w środę, nie miało żadnego znaczenia w przypadku wyników gier weekendowych.
Oczywiście zależności z klubów nie muszą przekładać się w 100% na wyniki reprezentacji na finałowych turniejach, które są rozgrywane przecież na koniec wyczerpującego sezonu. Podobnie, całkiem możliwe, że czas odpoczynku ma większe znaczenie - jak zauważył w powyżej przytoczonej wypowiedzi prof. Żołądź - w przypadku meczów rozstrzyganych w doliczonym czasie gry. Jednak taka analiza jest ciekawa pod tym względem, że zdrowy rozsądek podpowiada, że czas odpoczynku ma kolosalne znaczenie. Rolą nauki jest czasem właśnie to, żeby podważyć to, co tzw. zdrowy rozsądek (mylnie) nam podpowiada.
Oczywiście pozostaje jeszcze pytanie, czy to wciąż jest ekonomia. Podobnie jak w przypadku Freakonomii i jej podobnych, ekonomiści wychodzą w tym przypadku daleko poza to, co zwykle kojarzy się z ekonomią. Być może jest to już coś poza ekonomią (data science?), a być może - jak powiedział kiedyś J. Viner - „ekonomia jest tym, czym zajmują się ekonomiści”. Ten przewrotny cytat można odczytać jako opinię, że ekonomiści, dzięki pewnych cechom wyróżniających ich w środowisku naukowym (dobra znajomość metod ilościowych, zdyscyplinowane myślenie modelowe oraz tzw. myślenie ekonomiczne) mogą odkrywać rzeczy, których inni naukowcy nie dostrzegają. W ten sposób niejako na nowo definiują przedmiot dociekań ekonomii. Od razu trzeba zaznaczyć, że czasami takie próby są bardziej śmieszne niż sensowne. Być może jednak te pierwsze również są potrzebne do postępu naukowego i do tego, żebyśmy więcej o świecie. Tak czy inaczej, jutro możemy "kibicować", żeby czas odpoczynku jutro rzeczywiście nie zaważył na wyniku i żeby Polska wygrała ze Szwajcarią dzięki umiejętnościom czysto sportowym.
13 maja 2016
Ekonomista-terrorysta
W zeszły czwartek jedna z pasażerek samolotu linii American Airlines powiadomiła personel o dziwnym zachowaniu siedzącego obok niej mężczyzny. W jej opisie wypisywał podejrzane symbole w swoim notatniku, co miałoby wskazywać na zamiary związane z terroryzmem. Dodatkowo wątpliwości - zgodnie z relacją zaalarmowanej pasażerki - były wzmocnione tym, że ów podejrzany miał ciemną karnację i zagraniczny akcent. Pasażerka próbowała nawiązać z nim rozmowę, ale on był zbyt pochłonięty swoimi zapiskami, więc przestraszona kobieta powiadomiła personel. Po interwencji służb okazało się, że domniemany terrorysta to jedynie ekonomista włoskiego Guido Menzio a podejrzane zapiski to… równania różniczkowe, które przygotowywał do wygłoszenia wykładu na temat różnicowania cen.
To wydarzenie może posłuży zapewne jako anegdotyczny przykład w wielu dyskusjach np.
Jednak tygodnik The Economist postanowił wykorzystać to do pożartowania sobie z ekonomistów i stworzył poradnik pt. jak rozpoznać, że to właśnie ekonomista siedzi obok nas w samolocie.
Zaczyna się od tego, że „odmawia słuchania i wykonywania poleceń związanych z bezpieczeństwem lotu, ponieważ «w długim okresie wszyscy będziemy martwi»”. Następnie „powtarza, że nie ma czegoś takiego jak darmowe posiłki, napoje i przekąski na pokładzie”, „unika przedłużającej się rozmowy z tobą, ponieważ zgodnie z jego racjonalnymi oczekiwaniami jesteś idiotą, jeśli wybrałeś miejsce w środku”, „jednakże oferuje sprzedaż jego miejsca przy przejściu na twoje w formie aukcji, do której zachęca również kobietę siedzącą za tobą”, „rozpycha się łokciami na podłokietnikach, ponieważ mają one dla niego «wyższą marginalną użyteczność» niż dla ciebie”, „gdy dostajesz od niego łokciem w żebra, mówi, że jedynie daje ci «impuls» (nudge) do lepszego zachowania”, „gdy otwiera schowek bagażowy, to na twoją głowę spada kopia Kapitału w XXI wieku Piketty’ego”, „jednak on używa jej tylko jako podnóżka”, „oddycha z ulgą, gdy samolot osiąga wysokość 10 tysięcy kilometrów, ponieważ jest teraz w stanie «ogólnej równowagi»”, wreszcie „poświęca cały lot na bazgranie greckich liter w notatniku, jednak okazuje się, że to nie są wzory matematyczne, po prostu jest członkiem zespołu negocjacyjnego MFW lecącego do Aten”. Do listy 10 oznak The Economist dodaje 11, ponieważ ”ów ekonomista wierzy w luzowanie argumentacyjne”.
Oczywiście w internecie pojawiło się mnóstwo propozycji uzupełnienia listy np. „cytuje teoremat Coase’a i próbuje zapłacić ci za to, żebyś nie rozkładał fotela”.
Sam Menzio wygląda tak:
A jego przerażający artykuł tak:
http://web-facstaff.sas.upenn.edu/~gmenzio/linkies/QSs.pdf
To wydarzenie może posłuży zapewne jako anegdotyczny przykład w wielu dyskusjach np.
- nad niskim poziomem edukacji społeczeństwa amerykańskiego (i nie tylko amerykańskiego),
- albo wręcz odwrotnie - zalewaniem artykułów ekonomicznych mało zrozumiałymi i (jak twierdzą niektórzy) mało powiązanymi z rzeczywistością wzorami matematycznymi i w konsekwencji tym, że współczesna ekonomia jest mało zrozumiała dla przeciętnego obywatela,
- nad poziomem ksenofobii w Stanach Zjednoczonych,
- czy poczuciem bezpieczeństwa w USA, w szczególności w podróżach lotniczych
Jednak tygodnik The Economist postanowił wykorzystać to do pożartowania sobie z ekonomistów i stworzył poradnik pt. jak rozpoznać, że to właśnie ekonomista siedzi obok nas w samolocie.
Zaczyna się od tego, że „odmawia słuchania i wykonywania poleceń związanych z bezpieczeństwem lotu, ponieważ «w długim okresie wszyscy będziemy martwi»”. Następnie „powtarza, że nie ma czegoś takiego jak darmowe posiłki, napoje i przekąski na pokładzie”, „unika przedłużającej się rozmowy z tobą, ponieważ zgodnie z jego racjonalnymi oczekiwaniami jesteś idiotą, jeśli wybrałeś miejsce w środku”, „jednakże oferuje sprzedaż jego miejsca przy przejściu na twoje w formie aukcji, do której zachęca również kobietę siedzącą za tobą”, „rozpycha się łokciami na podłokietnikach, ponieważ mają one dla niego «wyższą marginalną użyteczność» niż dla ciebie”, „gdy dostajesz od niego łokciem w żebra, mówi, że jedynie daje ci «impuls» (nudge) do lepszego zachowania”, „gdy otwiera schowek bagażowy, to na twoją głowę spada kopia Kapitału w XXI wieku Piketty’ego”, „jednak on używa jej tylko jako podnóżka”, „oddycha z ulgą, gdy samolot osiąga wysokość 10 tysięcy kilometrów, ponieważ jest teraz w stanie «ogólnej równowagi»”, wreszcie „poświęca cały lot na bazgranie greckich liter w notatniku, jednak okazuje się, że to nie są wzory matematyczne, po prostu jest członkiem zespołu negocjacyjnego MFW lecącego do Aten”. Do listy 10 oznak The Economist dodaje 11, ponieważ ”ów ekonomista wierzy w luzowanie argumentacyjne”.
Oczywiście w internecie pojawiło się mnóstwo propozycji uzupełnienia listy np. „cytuje teoremat Coase’a i próbuje zapłacić ci za to, żebyś nie rozkładał fotela”.
Sam Menzio wygląda tak:
fot. The Washington Post
A jego przerażający artykuł tak:
http://web-facstaff.sas.upenn.edu/~gmenzio/linkies/QSs.pdf
16 lutego 2015
Żarty ekonomiczne cz. 2
1.
Matematyk, księgowy i ekonomista ubiegają się o tę samą posadę. Pierwszy rozmawia matematyk. Osoba, która prowadzi rozmowę kwalifikacyjną pyta: „Ile to jest dwa plus dwa?” Matematyk odpowiada: „Cztery.” „Cztery, dokładnie?”, pada pytanie. Matematyk patrzy ze zdziwieniem na swojego rozmówcę i powtarza: „Tak. Dokładnie cztery.”
Drugi wchodzi księgowy i dostaje takie samo pytanie. „Średnio cztery, plus minus 10%, ale średnio cztery.", odpowiada.
Jako trzeci wchodzi ekonomista* i również dostaje pytanie: „Ile to jest dwa plus dwa?". Ekonomista wstaje, zamyka drzwi, zasłania zasłony, wraca na miejsce i pyta: Ile chcesz, żeby się równało?”
*niektórzy ekonomiści użyliby zapewne chętnie zamieniliby słowo „ekonomista” na „ekspert ekonomiczny”; w innych wersjach tego żartu w tym miejscu pojawia się prawnik.
2.
Trzech ekonometryków poszło na polowanie. Trafili na dużego jelenia, pierwszy z ekonometryków wystrzelił. Spudłował o metr w lewo. Drugi ekonometryk również strzelił i również spudłował, tylko że o metr w prawo. Na to trzeci ekonometryk nawet nie podniósł strzelby, tylko krzyknął triumfalnie: „Mamy go! Trafiliśmy jelenia!”
3.
Część 1. jest tu.
Obrazek jest fragmentem komiksu xkcd.
Matematyk, księgowy i ekonomista ubiegają się o tę samą posadę. Pierwszy rozmawia matematyk. Osoba, która prowadzi rozmowę kwalifikacyjną pyta: „Ile to jest dwa plus dwa?” Matematyk odpowiada: „Cztery.” „Cztery, dokładnie?”, pada pytanie. Matematyk patrzy ze zdziwieniem na swojego rozmówcę i powtarza: „Tak. Dokładnie cztery.”
Drugi wchodzi księgowy i dostaje takie samo pytanie. „Średnio cztery, plus minus 10%, ale średnio cztery.", odpowiada.
Jako trzeci wchodzi ekonomista* i również dostaje pytanie: „Ile to jest dwa plus dwa?". Ekonomista wstaje, zamyka drzwi, zasłania zasłony, wraca na miejsce i pyta: Ile chcesz, żeby się równało?”
*niektórzy ekonomiści użyliby zapewne chętnie zamieniliby słowo „ekonomista” na „ekspert ekonomiczny”; w innych wersjach tego żartu w tym miejscu pojawia się prawnik.
2.
Trzech ekonometryków poszło na polowanie. Trafili na dużego jelenia, pierwszy z ekonometryków wystrzelił. Spudłował o metr w lewo. Drugi ekonometryk również strzelił i również spudłował, tylko że o metr w prawo. Na to trzeci ekonometryk nawet nie podniósł strzelby, tylko krzyknął triumfalnie: „Mamy go! Trafiliśmy jelenia!”
3.
W luźnym tłumaczeniu: nazywanie ekonomii "ponurą nauką" jest przesadą. Ponura? Ok, ale z tą nauką, to już przesada!
Żarty oczywiście nie tyle śmieszą (może kilku ekonomistów rzeczywiście uśmiechnie się pod nosem), ile mówią coś istotnego o tym, jaką nauką jest ekonomia i jak jest praktykowana. Przykładowo, nr 2 ilustruje następujący zarzut stawiany ekonometrii: modele stały się ważniejsze niż rzeczywistość, którą mają opisywać. Założenia nie muszą być prawdziwe, oby wynik się zgadzał.
Część 1. jest tu.
Obrazek jest fragmentem komiksu xkcd.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



