17 listopada 2013

Kiedy prawo popytu nie działa?

Prawo popytu głosi, że wraz ze wzrostem ceny - przy innych czynnikach niezmienionych - spada wielkość zapotrzebowania. W prostych słowach: cena idzie w górę - kupujemy mniej. W podręcznikach do ekonomii spotyka się dwa rodzaje wyjątków od tej zależności.

Pierwszy z nich to tzw. efekt Veblena, który dotyczy niektórych dóbr luksusowych. Jego nazwa pochodzi od nazwiska wybitnego ekonomisty i socjologa Thorsteina Veblena, który w książce Teoria klasy próżniaczej postawił tezę, zgodnie z którą ludzie kupują dobra materialne nie tylko po to, aby z nich korzystać, ale również po to, aby poprzez ich posiadanie czy konsumowanie publicznie demonstrować swój status materialny albo zdobywać prestiż społeczny. W takich przypadkach spadek ceny danego dobra będzie skutkował zmniejszeniem wielkości zapotrzebowania na nie. Analogicznie, droższe dobro może być odbierane jako bardziej ekskluzywne i dające wyższy prestiż.



Drugim przypadkiem są dobra Giffena. Wielkość zapotrzebowania może rosnąć przy wzroście ceny, ponieważ dochody konsumentów tego dobra są bardzo niskie a jego cena - choć wyższa niż wcześniej - wciąż jest niższa od substytutów lub takich bliskich substytutów nie ma. Nazwa tych dóbr pochodzi od nazwiska brytyjskiego ekonomisty Roberta Giffena, choć nie ma dowodów na to, że faktycznie on opisał tę sytuację. Jednak Alfred Marshall w swoich Zasadach ekonomii powołał się na niego przy opisie sytuacji, w której wzrost ceny chleba skutkował wzrostem jego konsumpcji. Ponieważ nie było bliskich zamienników chleba i był on podstawowym produktem żywnościowym, to ludzie o niskich dochodach nie mogli kupować go mniej. Wskutek tego wydatki na chleb stanowiły większą część budżetu konsumentów, a więc brakowało pieniędzy na inne produkty, które teraz trzeba było czymś zastąpić. A że chleb pomimo wzrostów cen wciąż był relatywnie tani, to zastępowano te inne produkty właśnie chlebem. Efekt był taki, że wielkość zapotrzebowania na chleb rosła. Badania przeprowadzone kilka lat temu przez Jensena i Millera wskazały na to, że wśród ubogich Chińczyków ryż i makaron (odpowiednio na południu i na północy Chin) cechują się właśnie taką zależnością.

Jeszcze innego rodzaju przykład, w którym prawo popytu nie zadziałało, można odnaleźć we współczesnych Stanach Zjednoczonych. Od początku prezydentury Obamy rosła sprzedaż broni i amunicji (zapewne ze względu na gromadzenie zapasów przed spodziewanymi ograniczeniami w zakupie takich produktów). Ten stan dodatkowo wzmocniły tragiczne wydarzenia jak strzelaniny w szkole w Newton czy w kinie w Aurorze. Doprowadziło to długotrwałych niedoborów amunicji w sklepach. Gdyby ta sytuacja była jedynie opisem zadania w na zajęciach z podstaw ekonomii, to spodziewanym rozwiązaniem byłby po prostu wzrost cen amunicji. W rzeczywistości to jednak nie nastąpiło. Tylko niektóre sklepy zdecydowały się na podniesienie cen, w większości jednak pomimo pustych półek ceny pozostały na tym samym poziomie. Dlaczego? Jak powiedział jeden ze sprzedawców broni: "chcieliśmy pozostać fair wobec naszych klientów".

Tradycyjna analiza ekonomiczna nie bierze pod uwagę przyczyn wzrostu ceny, natomiast przedstawiciele ekonomii behawioralnej uważają, że jest to ważny czynnik determinujący reakcję na wzrost ceny. Pewne przyczyny (jak np. wzrost podatków lub kosztów prowadzenia działalności gospodarczej) zostaną przez konsumentów zaakceptowane, jednak inne - w tym nagły wzrost popytu - już nie. Klienci po prostu mniej przyjaźnie widzą to, gdy ktoś wzbogaca się na takich zdarzeniach, jak przywołane wyżej tragedie. W przypadku amunicji wielu klientów wraca do tego samego punktu, więc dla właścicieli sklepów podnoszenie ceny, nawet jeśli w krótkim okresie opłacalne, mogłoby okazać się gorszą strategią na przyszłość. Co ciekawe ceny rosły w sklepach internetowych - a więc tam gdzie lojalność nie ma tak dużego znaczenia.

14 października 2013

Czy potrzebujemy kosmicznego podatku?

We wchodzącym aktualnie na ekrany kin filmie Grawitacja początkowo rutynowa misja pary astronautów zmienia się w walkę o życie, po tym jak szczątki innej satelity niszczą ich stację. Wprawdzie eksperci podkreślają, że scenariusz tego filmu nie jest w pełni realistyczny, ale raport Limiting Future Collision Risk to Spacecraft opublikowany już w 2011 przez amerykańską National Research Council ostrzega przed tym, że ilość kosmicznych śmieci przekracza punkt krytyczny i może powodować poważne uszkodzenia statków czy ważnych satelitów. Raport wzywa do wprowadzenia międzynarodowych regulacji ograniczających ilość odpadków w kosmosie oraz do finansowania badań dotyczących metod ich "sprzątania".

Cały problem można opisać jako klasyczny przypadek tragedii wspólnych zasobów (czasem określane jako "tragedia wspólnego pastwiska", ang. tragedy of commons). Kosmiczne śmieci to resztki zużytych rakiet, satelitów, pozostałości po różnych kolizjach i eksplozjach. Powodują one negatywny efekt zewnętrzny - im więcej odpadków w kosmosie, tym większy koszt wysłania kolejnego, ponieważ wzrasta ryzyko jego uszkodzenia. Sugeruje to konieczność wprowadzenie jakiegoś rodzaju restrykcji dotyczących umieszczania kolejnych obiektów na orbicie, zarówno w przypadku o misji finansowanych przez rządy poszczególnych krajów, jak i przedsięwzięć komercyjnych.

Niektórzy ekonomiści proponują wprowadzenie specjalnego podatku, którym obciążone byłoby wystrzeliwanie obiektów na orbitę. Z jednej strony zwiększyłby koszty podejmowania takiego działania (przesunięcie krzywej podaży w lewo), a z drugiej umożliwiłby zgromadzenie środków na usuwanie zanieczyszczenia z orbity (czyli mniejsze negatywne efekty zewnętrzne - mniejsza różnica między publicznymi a prywatnymi korzyściami).

Trzeba jednak pamiętać, że również prywatne, komercyjne przedsięwzięcia mają w sobie pewne cechy dobra publicznego (prowadzone w tym celu badania przyczyniają się do postępu technicznego, satelity umożliwiają korzystanie przez nas z nawigacji GPS itp.). Tak więc zasadność i wysokość tego ewentualnego podatku zależy od wzajemnej relacji między prywatnymi i publicznymi korzyściami a prywatnymi i publicznymi kosztami wynikającymi z takiej działalności. Inną sprawą jest to, że przy obecnym porządku geopolitycznym wprowadzenie wspólnego podatku jest raczej niemożliwe.

Rysunek przedstawia powyższe rozumowanie w uproszczonej formie. Gdyby uwzględnić korzyści i koszty publiczne optimum rynkowe (najkorzystniejsza alokacja zasobów) znalazłoby się w punkcie B, a nie w punkcie A. Jeśli koszty zewnętrzne rzeczywiście przewyższają korzyści, to wprowadzenie podatku będzie uzasadnione. Takie podatki, które mają na celu skompensowanie skutków negatywnego efektu zewnętrznego określane są mianem podatków Pigou.

Koszty (korzyści) prywatne - ponoszone (uzyskiwane) przez podmiot podejmujący dane działania
Koszty (korzyści) publiczne - ponoszone (uzyskiwane) przez całą społeczność

Źródło:
http://qz.com/132545/the-world-needs-a-rocket-tax-to-solve-the-gravity-space-junk-problem/

29 sierpnia 2013

Najbardziej wpływowe blogi ekonomiczne

Zdaniem amerykańskiego ekonomisty Tylera Cowena regularne śledzenie ekonomicznych blogów jest jednym z najlepszych sposobów na zdobywanie wiedzy ekonomicznej. Onalytica Indexes opublikowała niedawno uaktualniony ranking najbardziej wpływowych blogów ekonomicznych (mierzonych oddziaływaniem na ekonomiczną blogosferę oraz popularnością). Na pierwszym miejscu w tym zestawieniu znalazł się blog noblisty Paula Krugmana. Kolejne miejsca to Economix, FT Alphaville, Vox oraz Marginal Revolution.

Z blogów, które znalazły się nieco niżej w zestawieniu szczególnie warte uwagi są - moim zdaniem - EconLog, blog Grega Mankiw, Freakonomics Blog oraz Economic Logic. Początkowo najlepiej ograniczyć się do 2-3 blogów (np. Marginal Revolution, EconLog i Freakonomics) i ewentualnie stopniowo dodawać kolejne. Jako narzędzie do bycia na bieżąco z artykułami polecam Feedly.

Pełne zestawienie znajduje się pod tym adresem.

5 lipca 2013

Przyczyny nierówności dochodowych w USA - polityka czy technologia?

Fragment artykułu z "Wyborczej" o rosnących nierównościach dochodowych w Stanach Zjednoczonych:
Główna teza artykułu Bivensa i Mishela brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych Amerykanów nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Brzmi strasznie? Bez obaw. Można powiedzieć to jaśniej.
Renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji - powiedzmy zysk. Produkcji szeroko tu rozumianej, może nią być produkcja gwoździ, a może być też to "produkcja" usług finansowych, piosenek lub wierszy. Od tego, jak duża jest ta renta, zależy, ile kto zarabia. I np. jest bardzo wysoka w przypadku usług prawniczych i medycznych w USA, a niska już w przypadku usług budowlanych czy związanych ze sprzątaniem.
I Amerykanie, co twierdzą ekonomiści z Economic Policy Institute w Waszyngtonie, zmodyfikowali decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych. Zaczęli wynagradzać bardzo wysoko niektóre usługi - np. finansowe, związane z niektórymi formami rozrywki i sportu oraz pracę szefów spółek giełdowych. Dochody prezesów, maklerów, analityków i gwiazd muzyki pop poszybowały więc do góry, a reszta społeczeństwa nadal musiała się zadowalać niskimi rentami.
Problem jest jednak bardziej skomplikowany, ponieważ owe renty nie rosną tylko i wyłącznie z powodu "decyzji politycznych", ale również z powodu zmian technologicznych i globalizacji. W maksymalnym skrócie - dziś o wiele łatwiej można "skalować" talent, umiejętności czy zasoby, co dobrze widać, po tym ile zarabiają gwiazdy sportu czy przemysłu rozrywkowego. Z tych samych powodów konkurencja dla "przeciętnego pracownika" jest większa (jeśli nie chce pracować w fabryce za 10$ za godzinę, to zrobi to ktoś inny, w innym miejscu świata). Decyzje polityczne mogą oczywiście osłabiać lub wzmacniać oddziaływania zmian technologicznych/globalizacyjnych. Niemniej artykuł z GW warty przeczytania w całości.

Tuca Vieira, Sao Paulo
Jedna z najsłynniejszych ilustracji współczesnych nierówności dochodowych - zdjęcie T.Vieiry przedstawiające sąsiadujące ze sobą "światy" w Sao Paulo

25 czerwca 2013

60 sekund z ekonomią: Teoria racjonalnego wyboru

Teoria racjonalnego wyboru to jedna z podstawowych zasad mikroekonomii głównego nurtu. Zakłada ona, że ludzie są racjonalni, a więc:

  • "chcą raczej więcej niż mniej", 
  • mają pełną informację, 
  • są w stanie ocenić wszystkie możliwe warianty wyboru w odniesieniu do kosztów i korzyści 
  • oraz dokonać wyboru, który w największym stopniu odzwierciedla ich preferencje.

Ta teoria krytykowana jest przez alternatywne nurty ekonomii (takie jak ekonomia behawioralna), które w swoich badaniach pokazują ograniczenia zdolności poznawczych człowieka czy koszty procesu decyzyjnego.

31 maja 2013

60 sekund z ekonomią: Model niemożliwej trójcy

Model niemożliwej trójcy (czasami "nieosiągalnej triady") został został opracowany w latach 60. ub. wieku przez Marcusa Fleminga i Roberta Mundella. Pokazuje on, że nie jest możliwe, aby rząd mógł kontrolował wszystkie z wymienionych poniżej trzech narzędzi:
  • sztywny kurs walutowy,
  • swobodny przepływ kapitału,
  • niezależną politykę pieniężną.
Na przykład, prowadząc - jak większość współczesnych krajów - na niezależną politykę pieniężną oraz pozwalając na swobodny przepływ kapitału, trzeba zrezygnować ze sztywnego kursu walutowego (b). Kurs walutowy kształtuje się wtedy na rynku.
W innym wariancie możemy utrzymywać sztywny kurs walutowy wobec np. euro i swobodę przepływu kapitału, ale wtedy nie ma możliwości prowadzenia autonomicznej polityki pieniężnej (a). Stopy procentowe będą wtedy pochodnymi stóp w strefie euro.
Wreszcie, utrzymując sztywny kurs walutowy i prowadząc niezależną politykę pieniężną, państwo musi zachować kontrolę nad przepływem kapitału.

16 maja 2013

Żarty ekonomiczne


A właściwie "żarty z ekonomistów".

1. 
Ekonomista (neoklasyczny ekonomista) i przedsiębiorca spacerują wspólnie. W pewnym momencie przedsiębiorca dostrzega 100-dolarowy banknot. Chcąc być w porządku mówi do ekonomisty: "Słuchaj, szliśmy razem - podzielmy się tym banknotem, przecież obydwaj go widzieliśmy". Ekonomista odpowiada na to: "Nie. W stanie równowagi nie ma takiej możliwości, żeby tu leżał 100-dolarowy banknot, ponieważ ktoś już by go podniósł. Także, dzięki ale nie. Przedsiębiorca kręci głową z niedowierzaniem, podnosi banknot i zgarnia dla siebie całą setkę.

2.
Skraj wsi. Na łące pasie się ogromne stado owiec. Do pilnującego ich pasterza podchodzi mężczyzna i mówi: "Założę się, że zgadnę dokładną liczbę owiec w tym stadzie. Jeśli wygram wezmę jedną z twoich owiec. Jeśli przegram dam ci 100 dolarów". Pasterz zastanawia się przez chwilę, ale ponieważ jest to naprawdę duże stado, to pewny siebie przyjmuje zakład. "973", mówi mężczyzna. Pasterz patrzy na niego zdumiony i mówi "To jest... prawidłowa odpowiedź, jestem człowiekiem słowa, więc możesz zabrać zwierzę". Mężczyzna bierze jedno z nich i zaczyna odchodzić.
"Czekaj!", woła za nim pasterz, "daj mi szansę żeby się odegrać - podwajam stawkę, tym razem, to ja zgadnę twój dokładny zawód i miejsce pracy. Mężczyzna zgadza się. Pasterz rzuca: "Jesteś ekonomistą na rządowej posadzie. "Niesamowite, masz całkowitą rację. Powiedz mi jak to wywnioskowałeś."
"W porządku", odpowiada pasterz, "odłóż mojego psa a powiem ci".



3. 
Ekonomiści przewidzieli 9 z 5 ostatnich recesji.

Powiązane:
Źródła:

3 maja 2013

Ile wynosi stopa bezrobocia w USA - 7,5% czy prawie 14%?



Wykres przedstawia strukturę rynku pracy w USA. Kolejne kategorie to:

  1. Zatrudnieni w pełnym wymiarze
  2. Zatrudnieni w niepełnym wymiarze z własnego wyboru
  3. Zatrudnieni w niepełnym wymiarze, ponieważ nie mogą znaleźć pracy na cały etat lub obniżono im wymiar pracy
  4. Bezrobotni aktywnie poszukujący pracy
  5. Bezrobotni, którzy przestali szukać pracy w ciągu ostatniego roku
  6. Oraz osoby, które nie chcą pracować, nie szukały pracy w ciągu ostatnie roku albo nie są w stanie pracować
Bureau of Labor Statistics, czyli Urząd Statystyki Pracy podaje 6 wskaźników opisujących poziom bezrobocia, od U-1 do U-6. Główny, najczęściej podawany w mediach miernik to U-3, obejmuje on osoby bezrobotne, które aktywnie szukają pracy (4). Wynosi aktualnie 7,5%, a więc spadł w odniesieniu do poprzedniego miesiąca o 0,1 pp. Natomiast najszersza U-6, która obejmuje również kategorie (3) i (5). Aktualnie jej poziom to 13,9%, co oznacza wzrost w porównaniu do poprzedniego miesiąca o 0,1 pp.

Aby dobrze zinterpretować sytuację w gospodarce musimy więc dokładnie wiedzieć, co mierzy dany wskaźnik oraz jaki jest poziom oraz dynamika miar komplementarnych do tego wskaźnika. W tym konkretnym przypadku spadek stopy bezrobocia (U-3) wynikał głównie ze wzrostu ilości osób pracujących nie z własnej woli w niepełnym wymiarze, spadku ilości osób poszukujących pracy oraz ze wzrostu ilości osób, które przestały szukać pracy.

Źródło:

25 kwietnia 2013

60 sekund z ekonomią: Zasada przewagi komparatywnej

Kolejna cześć "60 sekund z ekonomią", tym razem prezentująca zasadę przewagi komparatywnej.


Zasada przewagi komparatywnej to teoria wyjaśniająca, dlaczego mogą występować korzyści z wymiany międzynarodowej, nawet gdy jeden z krajów potrafi produkować wszystkie towary taniej niż drugi.

Została odkryta/spopularyzowana przez Davida Ricardo.

10 kwietnia 2013

Dlaczego paczka czipsów nie kosztuje 80 zł?

80 złotych, czyli 25 dolarów. Tyle właśnie, wg Eda Herra z Herr Food Inc., kosztowałaby dziś paczka czipsów, gdyby wyprodukować ją wg metody sprzed ponad 60 lat. W roku 1946 roku, gdy firma zaczynała swoją działalność, do wyprodukowania każdej paczki potrzeba było 10-krotnie większej liczby pracowników niż dziś (co w ekonomi określamy jako pracochłonność procesu produkcji). W tamtym czasie moce przerobowe firmy pozwalały na wyprodukowanie około 5 kg produktu w ciągu jednej godziny, dziś - dzięki automatyzacji i komputeryzacji procesu produkcyjnego - Herr Foods w ciągu 60 minut jest w stanie wyprodukować prawie 5 ton czipsów.
Polecam krótki reportaż o produkcji w tym przedsiębiorstwie, w szczególności fragment o selekcjonowaniu czipsów, których kolor odbiega od przyjętych standardów.

Secrets From The Potato Chip Factory from Planet Money on Vimeo.
Jest to świetny przykład tego, jak technologia zmniejsza koszt kupowanych przez nas produktów. Automatyzacja pracy następuje wtedy, gdy rozwój techniczny prowadzi do tego, że praca maszyny jest tańsza/wydajniejsza od pracy człowieka. Skutkiem tego jest niższa cena i większa dostępność - oczywiście nie tylko czipsów, ale również ubrań, leków, samochodów itd.
Z drugiej strony w takich przypadkach zawsze pojawia się pytanie, co z pracą dla ludzi? Takie obawy towarzyszą nam od początku procesu automatyzacji pracy. Już w XIX wieku tzw. "luddyści" protestowali przeciwko zmianom wywołanym przez wprowadzenie maszyn do fabryk, co - ich zdaniem - dramatycznie pogarszało sytuację bytową robotników. Ich protesty przybierały nawet formę niszczenia maszyn, co z dzisiejszej perspektywy może nie wygląda może zbyt rozsądnie, ale wystarczy rzut oka na kilka współczesnych przykładów aby w niejednym z nas obudził się współczesny luddysta:
Może nie zaczynamy od niszczenia naszych smarfonów i laptopów, ale obawa o to, czy będziemy przydatni w przyszłości (wcale nie tak odległej) nie jest chyba inna od strachu luddystów.
Dziś trudno sobie wyobrazić, że maszyna zastępuje ludzką kreatywność czy empatię, ale wiele innych umiejętności, których posiadanie daje dziś ludziom pracę, będzie zautomatyzowane już w niedalekiej przyszłości. Podobnie jak 200 lat temu oznacza to z jednej strony tańszy produkt czy usługę dla wszystkich a z drugiej strony poważny problem, czasem nawet dramat, dla "zastępowanych" pracowników. W przypadkach, gdy skutkiem będzie przekwalifikowanie się pracowników może wiązać się z tym zmniejszenie wynagrodzenia, w innych efektem może być długotrwałe bezrobocie. Czy więc rzeczywiście powinniśmy się bać? Polecam wystąpienie Andrew McAfee, współautora książeczki Race Against The Machine: How the Digital Revolution is Accelerating Innovation, Driving Productivity, and Irreversibly Transforming Employment and the Economy:

Kilka artykułów o tym, czy roboty zabierają nam pracę:
A do lepszego przygotowania się na nadchodzące zmiany na rynku pracy, wynikające nie tylko z automatyzacji ale z też globalizacji, polecam książkę Dana Pinka "Całkiem nowy umysł".

7 kwietnia 2013

Ekonomia behawioralna w służbie Jej Królewskiej Mości (a właściwie rządu brytyjskiego)

Behavioural Insights Team (nieformalnie nazywany Nudge Unit*) to zespół naukowców pracujący dla rządu Wielkiej Brytanii, który zajmuje się przekładaniem pomysłów ekonomii behawioralnej na konkretne rozwiązania gospodarcze. Najczęściej skupiają się na niewielkich usprawnieniach, które czasem przynoszą duże efekty. Ciekawy przykład dotyczy rozwiązania problemu, dlaczego mało osób ocieplało swoje domy, mimo tego, że przez lata można było uzyskać na ten cel znaczne dopłaty, które sprawiały, że poniesione nakłady zwracały się już w pierwszym roku?
Naukowcy-praktycy zidentyfikowali, że jedną z głównych przeszkód są tutaj... pełne starych rupieci i niepotrzebnych rzeczy strychy. Tam gdzie ocieplenie domu wymagało również izolacji poddaszy często wiązało się to z koniecznością pozbycia się tych rzeczy lub choćby ich uporządkowania. Wiele osób postrzegało to jako zadanie ogromnie kłopotliwe i rezygnowało z uzyskania dopłat na izolację domu.
Cluttered Mess
Zaproponowano więc zmniejszenie uciążliwości tego działania, poprzez zorganizowanie subsydiowanego programu sprzątania strychów - możliwe było uzyskanie dopłaty do wynajęcia firmy, która oprócz instalowania izolacji, porządkowała i segregowała rzeczy ze strychu (część wracała z powrotem, część była przekazana m.in. na cele charytatywne). Pomysł okazał się skuteczny - wstępne testy wskazały na kilkukrotny wzrost ilości ocieplanych poddaszy. Trzeba zaznaczyć, że nie chodziło o wydanie większej ilości pieniędzy przez państwo, tylko o nieco inne ich ukierunkowanie.
* od tytułu książki R. Thalera i C. Susteina, polskie tłumaczenie to Impuls, choć precyzyjniej można przetłumaczyć to słowo jako szturchnięcie, popchnięcie czy trącenie łokciem - chodzi o ukierunkowanie na podjęcie lepszej decyzji
Zasłyszane w:
http://www.freakonomics.com/2013/04/03/the-tax-man-nudgeth-a-new-marketplace-podcast/ 
Źródło obrazka: Flickr, cindy47452

4 kwietnia 2013

Podatki a śmierć


1 stycznia 2005 roku w Szwecji zniesiony został podatek od spadków. Spadkobiercy osób, które zmarły 31 grudnia 2004 roku, zobowiązani byli zapłacić podatek, który nie obowiązywał już spadkobierców osób zmarłych dzień później. Badania szwedzkich ekonomistów Marcusa Eliasona i Henry'ego Ohlssona wskazują, że prawdopodobieństwo tego, że zgon nastąpił w Nowy Rok 2005, było o 10% wyższe u osób z majątkiem wystarczająco dużym, aby podlegał opodatkowaniu, niż u osób nieposiadających takiego majątku (porównywano prawdopodobieństwo tego, że zgon nastąpił 31.12.2004 z prawdopodobieństwem zgonu 01.01.2005). Podobną asymetrię zanotowano rok wcześniej dla małżeństw - 1 stycznia 2004 roku ten podatek przestał obowiązywać wyłącznie współmałżonków.
Jak uzasadnić te - nieco dziwne na pierwszy rzut oka - wyniki? Autorzy badań wyliczają 3 powody:
  1. Pewne badania sugerują, że wśród osób śmiertelnie chorych liczba zgonów wzrasta po dniach, które mogą mieć szczególne znaczenie (jak np. święta religijne). Mogłoby to oznaczać, że osoby śmiertelnie chore mogą w pewnym sensie odwlekać siłą woli odejście z tego świata o kilka dni. Badacze podkreślają jednak, że dotychczasowe badania na ten temat dają sprzeczne rezultaty.
  2. Współczesna technologia umożliwia podtrzymywanie życia w stanie wegetatywnym przez długi czas. Dokładny moment zgonu zależy wtedy od decyzji lekarza, przy pewnym wpływie rodziny osoby umierające, czy aparatura podtrzymująca życia będzie dalej funkcjonować, czy zostanie odłączona.
  3. Manipulacjom podlegać może raportowanie czasu zgonu. Zgon może zostać zgłoszony dzień później przez rodzinę lub dokumenty mogą zostać wypełnione niepoprawnie przez lekarza.
Eliason i Ohlsson zaznaczają, że nie są w stanie rozstrzygnąć, który z czynników odegrał największą rolę. Niezależnie od tego warto jednak pamiętać o tym, jaką rolę mogą odgrywać bodźce finansowe, nawet w tak wielkich sprawach, jak śmierć i - co mogliśmy w pewnym sensie obserwować niedawno na naszym podwórku - narodziny. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że dotyczy to tylko pewnego marginesu takich zdarzeń.

7 marca 2013

Dlaczego warto uczyć się ekonomii?

"Skondensowane abstrakcje” to termin zaproponowany przez Jamesa Flynna (znanego m.in. z efektu Flynna) na określenie naukowych pojęć lub zwrotów, które opisują złożone zjawiska dostarczając jednocześnie ludziom tak jakby "narzędzi do myślenia", które mogą być wykorzystane przy myśleniu o zupełnie innych kwestiach.
Flynn wśród takich pojęć wyróżnił między innymi naturalną selekcję, placebo, rynek, procent czy grupę kontrolną. Jego zdaniem powszechna znajomość takich pojęć sprawia, że ludzie mogą rozumieć więcej, podejmować lepsze decyzje. Podnosi się również poziom debaty w społeczeństwie.
Jedną z ważniejszych korzyści z uczenia się ekonomii jest to, że dostarcza ona wielu takich "skondensowanych abstrakcji", jak choćby wspomniany rynek - rozumiany jako abstrakcyjny mechanizm alokacji zasobów i ustalania ceny (zamiast miejsca spotkania kupujących i sprzedających). Do tej grupy nożemy również zaliczyć np.

24 lutego 2013

60 sekund z ekonomią: Krzywa Phillipsa

Krzywa Phillipsa to ilustracja związku między stopą inflacji a stopą bezrobocia. Jako pierwszy tę zależność opisał Alban William Phillips, nowozelandzki ekonomista pracujący przez większość swojej kariery w Wielkiej Brytanii (ciekawostka - rzeczywiście zanim został ekonomistą pracował jako łowca krokodyli).

Krzywa Phillipsa mówi, że im niższe bezrobocie w gospodarce, tym wyższa będzie inflacja. Pokazuje pewne możliwości jakie ma do wyboru społeczeństwo (politycy). Późniejsze badania zakwestionowały jednak istnienie tego związku w długim okresie czasu.

17 lutego 2013

Nordycki model gospodarczy - wzór dla innych krajów?

Niedawny raport “The Economist” opisuje nordycki model gospodarczy, którego fenomen polega na łączeniu dynamiki gospodarczej (względnie wysoki, jak na kraje wysokorozwinięte, wzrost gospodarczy) z małym poziomem nierówności dochodowych (które stanowią ważny i narastający problem w wielu państwach). Szwecja, Norwegia, Finlandia i Dania* w wielu rankingach międzynarodowych zajmują wysokie wysokie lokaty, mają też dość niski poziom długu publicznego. Brytyjska gazeta zadaje więc pytanie: czy jest to gospodarczy model przyszłości?

Scandinavia-60524_640

Wielu osobom te kraje gospodarczo kojarzą się przede wszystkim ze znacznym zakresem opieki socjalnej, jednak ten model już od lat 90. ubiegłego wieku ulega istotnej ewolucji. Wprawdzie pomoc państwa dla ludzi znajdujących się w gorszej sytuacji wciąż jest większa niż w innych europejskich państwach, ale z drugiej strony kraje nordyckie odważnie testują nowatorskie mechanizmy gospodarcze. Przykładami może być uelastycznienie rynku pracy (duńskie “Flexicurity”) czy wykorzystanie mechanizmów rynkowych w dostarczaniu usług publicznych (bon oświatowy w Szwecji umożliwia swobodny wybór między szkołami państwowymi a prywatnymi).
Na temat raportu The Economist oraz wniosków dla innych krajów, w tym dla Polski, bardzo ciekawą rozmowę z prof. Elżbietą Mączyńską (SGH) i Ignacym Morawskim (Polski Bank Przedsiębiorczości) przeprowadziła w TOK FM Agnieszka Lichnerowicz.


Czy więc jest to gospodarczy model przyszłości? Niewątpliwie warto podpatrywać i testować niektóre rozwiązania, jednak - jak powiedziała w czasie audycji prof. Mączyńska - "garnitur gospodarczy musi być szyty na miarę". Nie wszystkie rozwiązania dobrze działające w jakimś kraju sprawdzą się równie dobrze w innym. Przykładowo, wzorowana na szwedzkiej reforma oświaty w Wielkiej Brytanii, spotyka się z wieloma problemami. Bardzo dużą rolę odgrywają tu czynniki kulturowe. Jak pisze "The Economist" sukces krajów nordyckich opiera się na "długiej tradycji dobrego rządzenia, które polega nie tylko na uczciwości i transparentności, ale też na szukaniu kompromisów". Ogromną rolę odgrywa też wysokie zaufanie społeczne, które buduje się przez pokolenia.
Nie można też zapominać o swoistych problemach cechujących te społeczeństwa, jakimi są napięcia społeczna i problemy związane z polityką imigracyjną (na ten temat w Magazynie Świątecznym - "Nie tak pięknie w szwedzkim raju", dostępny dla abonentów).
Pełny raport:
http://www.economist.com/news/special-report/21570840-nordic-countries-are-reinventing-their-model-capitalism-says-adrian
* w tym raporcie do krajów nordyckich zaliczane są Szwecja, Norwegia, Finlandia i Dania. Czasem dołączane do nich są tu również Islandia i Estonia.
Źródło obrazka:
http://pixabay.com/en/scandinavia-norway-sweden-finland-60524/

7 lutego 2013

Konkurs Młody Ekonomista

Do 1 marca można nadsyłać prace na konkurs Młody Ekonomista. Jest on skierowany do osób, które nie ukończyły 25. roku życia. Główną nagrodą w konkursie jest 6 tysięcy złotych.

Tematem tej edycji konkursu jest zagadnienie: Co zrobić, aby Polska stała się gospodarczym tygrysem Europy?
Więcej informacji na stronie organizatora konkursu - Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

5 lutego 2013

Stop kryzysowi - serwis Polskiego Radia

Z opisu:
Zamiast zastanawiać się, czy w Polsce mamy kryzys, próbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak żyć w ciężkich czasach. Badamy istotę kryzysu, jego skutki oraz sposoby ich przezwyciężania. Tematy poważne, ale... znalazło się też miejsce na rysunkowe historyjki, traktujące zagadnienia ważkie z lekkim przymrużeniem oka.
Przykład audycji - program o szarej strefie:

I wspomniany w opisie komiks:)

Źródło:
http://www.polskieradio.pl/103/
Za namiar dziękuję Agnieszce Murawskiej.

15 stycznia 2013

"Ja, ołówek" + "Jak zbudowałem toster – od zera"



"Ja, ołówek" - filmik przetłumaczony przez Forum Obywatelskiego Rozwoju i Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Ścieżka dźwiękowa filmiku pochodzi z programu telewizyjnego Miltona Friedmana "Free to Choose" (Wolny wybór). Jest to skrócona wersja eseju, którego autorem jest Leonard Read. Tekst Reada z 1958 roku opisuje, jak skomplikowanym procesem z punktu widzenia gospodarki jest produkcja nawet tak (wydawałoby się) prostej rzeczy, jaką jest ołówek. To, że możemy kupić ołówek czy inne rzeczy relatywnie tanio możliwe jest dzięki działaniu rynków i cenom, które przenoszą informacje o wartości. 

Pewną współczesną wariacją na ten temat jest prezentacja Thomasa Thwaites'a "Jak zbudowałem toster – od zera."



Warto chyba zastanowić się czasami, jak wiele osób przyczyniło się do tego, że korzystamy nawet z tych najprostszych urządzeń. I w jaki sposób działanie rynków to umożliwia.

Dodatkowe materiały: