Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Makroekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Makroekonomia. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2018

Korupcja a wzrost gospodarczy

Jaka jest zależność między korupcją a wzrostem gospodarczym? Wyobraźmy sobie, że w jakimś kraju do przetargu o realizację ważnego projektu stają dwa przedsiębiorstwa. Oba mają taki sam budżet. Projekt mógłby dotyczyć np. budowy dróg lub wyposażenia szpitali w sprzęt specjalistyczny. Jedno z tych przedsiębiorstw przeznaczy cały swój budżet na to, aby zrealizowany projekt był jak najlepszej jakości – zakupi odpowiednie materiały, zatrudni doświadczonych pracowników i wykorzysta najlepszą dostępną technologię. Innymi słowy, postara się jak najlepiej wykorzystać zasoby. Drugie przedsiębiorstwo część budżetu zamierza – oczywiście w tajemnicy – przeznaczyć na łapówki dla urzędników, którzy będą podejmować decyzję w sprawie realizacji projektu.

Wybór którego z tych przedsiębiorstw będzie lepszy dla gospodarki i społeczeństwa? Oczywiście pierwszego. Ono lepiej wykorzysta posiadane zasoby. Wytworzy lepszy produkt. A które przedsiębiorstwo ma większe prawdopodobieństwo na wygraną w przetargu? Zapewne w pierwszym odruchu wiele osób pomyśli, że tego drugiego. Niekoniecznie. Zależy to od poziomu korupcji w danym kraju. Według rankingów międzynarodowych najbardziej skorumpowanymi krajami świata są Somalia i Korea Północna. Natomiast najniższy poziom korupcji jest w Danii. Jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że gorsze przedsiębiorstwo zostanie wybrane w Somalii czy Korei Północnej, a lepsze w Danii. Korupcja sprawia, że zasoby nie trafiają tam, gdzie zostałyby najlepiej wykorzystane.

Dane potwierdzają, że kraje, w których korupcja jest wysoka, są gorzej rozwinięte gospodarczo (zależność może oczywiście działać w dwie strony, tj. korupcja przeszkadza w rozwoju gospodarczym, ale i biedniejszym krajom trudniej z nią walczyć).

Źródło: Modern Principles of Economics, Cohen, Tabarrok

Rysunek przedstawia kraje świata w dwóch wymiarach - PKB per capita oraz indeksu korupcji. Na wykresie widoczny jest wysoki stopień powiązania między tymi kategoriami. Oznacza to, że kraje, które mają najmniejszy poziom korupcji, to kraje zamożne. Natomiast im większa korupcja, tym większe prawdopodobieństwo, że kraj jest ubogi.

15 marca 2016

Gospodarka nakazowa kontra gospodarka rynkowa - dwa zdjęcia i jeden wykres

Jedną z najbardziej popularnych ilustracji pokazujących różnice gospodarcze między regionami jest zdjęcie satelitarne przedstawiające Półwysep Koreański nocą. Przedstawia ono rozświetloną Koreę Południową, a część zajmowana przez Koreę Północną jest niemal niewidoczna.

Do  1945  roku  obszar, który dziś zajmują Korea Północna i Korea Południowa, stanowił  jedno  państwo. Ludność, kultura i poziom zamożności północnej części nie różniły się znacząco. Gdy zakończyła się wojenna okupacja japońska, wzdłuż 38. równoleżnika wyznaczono linię demarkacyjną, powyżej której kontrolę przejął Związek Radziecki narzucając ustrój społeczno-gospodarczy, państwo znajdujące się poniżej linii trafiło pod sferę wpływów Stanów Zjednoczonych. Oba państwa, tak jak cała Korea przed podziałem, były zaliczane do grupy państw ubogich. Dochód  w przeliczeniu na osobę był w 1950 roku w obu państwach na poziomie 40% średniej światowej. Efekt różnic w wydajności gospodarki nakazowej i gospodarki rynkowej widoczny jest na poniższym wykresie. W 2008 roku PKB per capita w Korei Północnej wynosił 1122 dolary, a Korei Południowej aż 20454. Średnia dla całego świata wynosiła wtedy 7626 dolarów, więc łatwo dostrzec, że Korea Północna relatywnie zbiedniała a Korea Południowa znacznie się wzbogaciła.
Wersja interaktywna - tutaj.

Teraz, za sprawą Michala Huniewicza, do tego zdjęcia możemy dołożyć kolejne, tym razem przedstawiające granicę między Koreą Północną (po lewej) a Chinami.

Co ciekawe, badania naukowe pokazują, że na podstawie zdjęć satelitarnych przedstawiających rozświetlenie nocą rzeczywiście można szacować poziom PKB per capita i jego zmiany. Wcześniejszy post na ten temat - tutaj.

7 grudnia 2015

Hipoteza klątwy surowcowej

Autorem wpisu jest Konrad Czernichowski, pracownik Wydziału Ekonomicznego UMCS w Lublinie.

Płacąc codziennie w sklepie złotymi, nie zastanawiamy się, skąd wzięła się nazwa polskiej waluty. "Złoty" pochodzi od pierwiastka, który w naszej strefie kulturowej uchodzi za najcenniejszy. Nie dla wszystkich ludzi surowce naturalne są jednak najbardziej wartościowe na świecie. Walutą Botswany, która zapewnia 25% światowej produkcji diamentów, jest pula. „Pula” w języku setswana znaczy „deszcz”. Tswana – główny lud Botswany, która oznacza „miejsce, gdzie żyją Tswana” – cenią więc wodę bardziej niż diamenty. Trudno się temu dziwić. Przeciętny Botswańczyk nigdy nie miał w ręku diamentu, którego cena za karat dochodzi nawet do kilkunastu tysięcy dolarów. Woda jest natomiast towarem rzadkim, którego niedobory odczuwa całe społeczeństwo. Paradoks wody i diamentów znany był już w XIX w. Ekonomiści dociekali, dlaczego niezbędna do życia woda osiąga niższą cenę w porównaniu z diamentami. Odpowiedzi nie da porównanie użyteczności całkowitej obu dóbr (gdyż ona jest zdecydowanie wyższa w przypadku wody), lecz porównanie użyteczności krańcowej (rozumianej jako przyrost użyteczności całkowitej, gdy konsumpcja wzrasta o jednostkę, ceteris paribus; po zaspokojeniu pragnienia użyteczność przyrasta o wiele szybciej w przypadku konsumpcji kolejnych jednostek diamentów niż w przypadku wody) oraz obfitości występowania wody.

Występowanie minerałów na danym terytorium często nie przekłada się na dobrobyt jego mieszkańców. Przykładem może być Demokratyczna Republika Konga nazywana tablicą Mendelejewa z uwagi na występowanie w tym kraju praktycznie wszystkich pierwiastków. Do cenniejszych złóż należą złoto, diamenty, miedź i koltan. Ten ostatni jest niezbędny do produkcji mikroprocesorów, telefonów komórkowych i laptopów. 80% światowych złóż koltanu znajduje się w Kongu. Kongo jest tymczasem jednym z najbiedniejszych krajów świata. Targają nim konflikty zbrojne (szczególnie w prowincji Północne Kivu na wschodzie kraju), nad którymi zupełnie nie panują władze w stolicy kraju Kinszasie. Z kolei uboga w surowce Japonia jest jedną z czołowych gospodarek świata.

Dlaczego nie wszystkie kraje wykorzystują zasoby surowcowe? Jednym ze sposobów wyjaśnienia tego zjawiska jest hipoteza klątwy surowcowej. Wedle niej gospodarka oparta na eksploatacji zasobów naturalnych rozwija się wolniej, a system polityczny w takim państwie jest niestabilny. Problemem jest często powszechna korupcja, słabe społeczeństwo obywatelskie. Rządy takich państw nie mają bodźców, aby usprawniać ich działalność, zwiększać transparentność reżimu i aktywizować obywateli. Ich głównym celem pozostaje utrzymanie kontroli nad surowcami zapewniającymi łatwy pieniądz, którym zainteresowana jest także opozycja. Wzmaga to konflikty wewnętrzne. Spotkać można również taką prawidłowość, że mieszkańcy krajów pozbawionych surowców zmuszeni byli do kreatywności i stopniowo powiększali swoje bogactwo. Z kolei obywatele krajów obfitych w minerały byli pozbawieni takich bodźców. Elementem klątwy surowcowej jest tzw. choroba holenderska. Polega ona na tym, że na skutek odkrycia nowych złóż do kraju napływają waluty obce. Następuje aprecjacja waluty krajowej względem walut zagranicznych. Ma to zabójczy wręcz wpływ na eksport w pozostałych działach gospodarki, a tym samym na produkcję i stopę bezrobocia. Kraje coraz bardziej uzależniają się od cen światowych surowców. Stają się wrażliwe na wahania ich cen. Ponadto, zwolennicy tej hipotezy dowodzą, że państwa takie nie doceniają wartości edukacji w długim okresie, a rozwój przemysłu wydobywczego wiąże się z dewastacją środowiska naturalnego.
Lusaka to miasto olbrzymich dysproporcji. Nieopodal hoteli, banków i hipermarketów znajduje się Misisi - dzielnica slamsów bez dostępu do bieżącej wody i prądu, uważana za jedną z pięciu najgorszych w Afryce Subsaharyjskiej
Inne przykłady afrykańskich państw zasobnych w surowce to m.in. Zambia, Angola, Gwinea Równikowa, Sudan Południowy, Ghana, Mozambik czy Tanzania. Wszystkie one muszą borykać się z zagrożeniem „klątwy surowcowej”. W 2006 r. ogłoszono oficjalnie odkrycie ropy naftowej w Ugandzie. Kraj ten zajmuje obecnie trzecie miejsce w Afryce Subsaharyjskiej pod względem wielkości udowodnionych złóż tego surowca (po Nigerii i Angoli, a przed Sudanem Południowym i Gabonem). Wydobycie ropy planowane jest na 2018 r. i stopniowo będzie rosnąć. Rząd ugandyjski wynegocjował jedne z najlepszych w Afryce warunki kontraktów z korporacjami naftowymi, wedle których 80 proc. zysku ze sprzedaży ropy trafi do budżetu państwa. Może to oznaczać, iż surowiec ten będzie zapewniał blisko jedną trzecią dochodów budżetowych. Jeśli sprawdzą się prognozy i w początkowym okresie sektor naftowy w Ugandzie będzie stanowił 7 proc. PKB, należy się liczyć ze wzrostem popytu na ugandyjski szyling, który w związku z tym będzie się umacniał względem dolara, a to spowoduje mniejszą opłacalność eksportu w innych gałęziach przemysłu [1].

W latach 2009-2012 miałem okazję realizować wespół z kolegami z Uniwersytetu Wrocławskiego (D. Kopińskim i A. Polusem) grant MNiSW, którego celem było przetestowanie hipotezy klątwy surowcowej na przykładzie Botswany i Zambii. Wyniki badań pokazały, że otoczenie polityczno-instytucjonalne, ekonomiczne, historyczne, geograficzno-fizyczne, społeczno-kulturowe i międzynarodowe ma o wiele większe znaczenie dla rozwoju gospodarczego obu krajów niż sam fakt występowania na ich terytorium, odpowiednio: diamentów i miedzi. Potwierdziły to rozmowy z ekspertami, politykami, przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego, przedsiębiorcami, a nawet ze zwykłymi ludźmi. Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem tych badań była odpowiedź na jedno z pytań, udzielona przez większość przeankietowanych zambijskich respondentów. Pytanie brzmiało: „Czy uważasz, że surowce naturalne są przekleństwem, czy błogosławieństwem dla Afrykańczyków?” Spodziewałem się odpowiedzi „Zdecydowanie przekleństwem” i „Raczej przekleństwem” z uwagi na sytuację w ich własnym kraju – powszechność korupcji oraz transfer znacznej części zysków z wydobycia miedzi za granicę. Tymczasem 77,3% osób było zdania, że minerały są błogosławieństwem (z czego 84,6% podało odpowiedź „Zdecydowanie błogosławieństwem”). Pytani o uzasadnienie takiej opinii, podawali m.in. takie argumenty:

  • „To zależy od nas samych, jak naprawdę żyjemy”;
  • „To ludzie mają problemy, a nie surowce. To problem podziału. Dlatego nawet dla takich krajów minerały są błogosławieństwem”;
  • „Nie mogę winić Boga za ulokowanie miedzi w Zambii – jest ona zdecydowanie błogosławieństwem”;
  • „Robimy zły użytek z tego błogosławieństwa”.

Rzeczywiście, intuicje zwykłych Zambijczyków są słuszne. Na to, jak obecność miedzi i diamentów wpływa na rozwój Zambii i Botswany, wpływ mają takie czynniki, jak: moment odkrycia złóż (w Zambii – przed uzyskaniem niepodległości, w Botswanie – po); łatwość wydobycia; etyka pracy, funkcjonowanie instytucji politycznych i gospodarczych; trudności z dywersyfikacją gospodarki; relacje między rządem, biznesem i organizacjami pozarządowymi.
Przetłumaczona w 2014 r. książka Darona Acemoglu i Jamesa A. Robinsona pt. „Dlaczego narody przegrywają” uznaje jakość instytucji politycznych i gospodarczych za kluczowy czynnik prowadzący do pomyślności. Instytucje gospodarcze dostarczają bodźców do kształcenia się, inwestowania, oszczędzania, wprowadzania innowacji i stosowania nowych technik. Sprawne działanie instytucji gospodarczych zapewniają z kolei włączające (inkluzywne) instytucje polityczne zapewniające, że władza działa w interesie obywateli. Tymczasem w wielu krajach afrykańskich instytucje mają charakter wyzyskujący, a nie włączający.

Bardziej szczegółowe wyniki badań nad przemysłem wydobywczym w obu krajach afrykańskich można znaleźć w książce: K. Czernichowski, D. Kopiński, A. Polus, Klątwa surowcowa w Afryce? Przypadek Zambii i Botswany, CeDeWu, Warszawa 2012.

Nchanga Open Pit - druga największa na świecie kopalnia odkrywkowa, Copperbelt, Zambia
[1] W. Tycholiz, A. Polus, Perspektywy wystąpienia zjawiska klątwy surowcowej w Ugandzie – aspekty ekonomiczne, w: „PCSA Working Papers Series No. 16”, październik 2015, ss. 5-10.

14 maja 2015

Debtris - wielkie sumy pieniędzy w odpowiedniej perspektywie

  • Jak duże były koszty wojny w Iraku w porównaniu do pomocy udzielanej przez Stany Zjednoczone krajom rozwijającym się? 
  • Ile Brytyjczycy wydają na alkohol, papierosy i narkotyki w porównaniu do budżetu brytyjskiego systemu opieki zdrowotnej? 
  • Wreszcie, jak to wszystko ma się do oszacowanych przez MFW kosztów globalnego kryzysu finansowego?
Wersja amerykańska:


Wersja brytyjska:

Animacja przygotowana przez Davida McCandlessa oraz serwis Information is Beautiful w piękny sposób wizualizuje różne, faktyczne i potencjalne, koszty.

29 grudnia 2014

Krótka opowiastka o rynkach kapitałowych

Inwestor Ralph Wanger przyrównał kiedyś rynek do bardzo ruchliwego pieska, który jest wyprowadzany na spacer po Nowym Jorku na długiej smyczy. Właściciel psa spaceruje z Columbus Circle, przez Central Park, aż do Metropolitan Museum, a psina na smyczy rzuca się losowo to w jedną, to w drugą stronę. W żadnym momencie nie można przewidzieć, gdzie nagle pobiegnie zwierzak. Jednak zasadniczo (ekonomicznie mówiąc — w długim okresie) wiemy, że właściciel wraz z psem zmierza na północny wschód ze średnią prędkością pięciu kilometrów na godzinę. Swoje porównanie Wagoner skończył stwierdzeniem, że zdumiewa go to, że niemal wszyscy uczestnicy rynku, ci duzi i ci mali, zwracają swoją uwagę na psa, a nie na właściciela.

Owo porównanie dotyczyło inwestowania i możliwości zarabiania, ale równie dobrze pasuje do tego, jak nauka ekonomii współcześnie postrzega to, jak funkcjonują rynki kapitałowe. W 2013 roku ekonomiczną Nagrodę Nobla (a konkretniej Nagroda Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych) otrzymali Eugene F. Fama, Robert J. Shiller i Lars Peter Hansen.

Fama w swoich pracach już od lat 60. XX wieku udowadniał, że ceny akcji czy obligacji nie są możliwe do przewidzenia w krótkim okresie. Jego zdaniem zmiany, które obserwujemy to losowe wahania, ponieważ wszystkie informacje dostępne na rynku są już uwzględnione w cenach. Te badania miały duży wpływ na rozwój rynków kapitałowych — skoro rynek jest o krok przed inwestorami, to nie ma możliwości wygrania z rynkiem. Bardziej opłacalną strategią od aktywnego „grania” na giełdzie będzie tworzenie funduszy opartych na indeksach giełdowych (które mają mniejsze koszty i rozproszone ryzyko). Wg Famy, gdy ktoś twierdzi, że przewidział zmiany cen, to po prostu miał szczęście (wśród wielu inwestorów znajdzie się ktoś taki).
Z kolei Shiller od lat 80. dyskutował z tym poglądem. Jego zdaniem zmienność rynków (wahania cen) jest zbyt duża, żeby — opracowana przez Famę — teoria efektywnego rynku była prawdziwa. Przewidywalność rynków w długim okresie jest znaczna — można określić, czy rynek jest niedoszacowany czy przeszacowany. Jedną z najważniejszą prac Roberta Shillera jest, znajdujący się na liście najważniejszych 20 artykułów w 100-letniej historii magazynu American Economic Review, artykuł z 1981 roku zatytułowany „Do Stock Prices Move Too Much to Be Justified by Subsequent Changes in Dividends?”. Autor twierdzi w nim, że z perspektywy historycznej ceny akcji okazują się bardziej zmienne, niż można by oczekiwać, gdyby inwestorzy zachowywali się racjonalnie. Porównał też zmiany wartości akcji do zmian wartości wypłaconych dywidend i wskazał, że ceny akcji są dużo bardziej zmienne, niż spodziewane po prognozowaniu na podstawie przyszłych dywidend.
Paradoksalnie, choć Fama i Shiller nie zgadzają się ze sobą, to zostali nagrodzeni wspólnie. Królewska Szwedzka Akademia Nauk podsumowała werdykt stwierdzeniem, że nie da się przewidzieć, w którą stronę zmieni się cena akcji czy obligacji w ciągu najbliższych dni, czy tygodni. Ale można próbować to przewidywać na najbliższe 3-5 lat. Pierwszą część tego stwierdzenia możemy porównać do owego ruchliwego pieska na smyczy, a drugą do właściciela, który wyprowadza tego pieska na spacer po Nowym Jorku.

Po ogłoszeniu laureatów i uzasadnienia wśród komentatorów trwały dyskusje, co ta nagroda mówi o samej ekonomii. Niektórzy uważali, że komisja przyznająca nagrodę po prostu się skompromitowała, inni, że nawet jeśli owi badacze opierają się na różnych paradygmatach, to ich badania tłumaczą odmienne fragmenty rzeczywistości gospodarczej. Jeden paradygmat nie może, przynajmniej na razie, wytłumaczyć całokształtu złożonej rzeczywistości gospodarczej i taka konieczność czyni sztukę ekonomii trudną, ale też jednocześnie piękną.


16 marca 2014

Jaka jest wartość rzeczy z których korzystamy za darmo?

PKB to wartość rynkowa dóbr i usług wyprodukowanych w danym kraju w danym okresie. Uwzględnia więc wyłącznie transakcje rynkowe. Współcześnie to właśnie ten wskaźnik odgrywa rolę głównego miernika naszych osiągnięć gospodarczych. Jednak niektórzy zwracają uwagę na to, że współcześnie realizuje on swoją funkcję gorzej niż w przeszłości, m.in. dlatego, że dzięki technologii dostęp do wielu rzeczy jest bezpłatny i z tego powodu wartość pewnych usług nie jest w sposób odpowiedni odzwierciedlona w PKB. Przykładowo, korzystając z Wikipedii, Google czy Facebooka nie ponosimy bezpośrednich opłat. Wprawdzie każda z tych usług w mniejszym lub większym stopniu przyczynia się do zwiększenia PKB (np. Google sprzedając reklamy) jednak ta wartość jest znacznie niższa niż nasza rzeczywista korzyść z korzystania z danego serwisu.


Aby to rozjaśnić, musimy sięgnąć po pojęcie “nadwyżki konsumenta”.
Jest to różnica między kwotą, jaką ten konsument jest skłonny zapłacić za dane dobro, a kwotą jaką rzeczywiście musi za nie zapłacić. 
Przykładowo, jeśli dla kogoś opłacalny był zakup biletu komunikacji miejskiej za 5 zł, a może go kupić za 2,4 zł, to w takim przypadku nadwyżka konsumenta wynosi 2,6 zł.

Jak obliczyć wartość nadwyżki konsumenta, która wynika z tego, że powszechnie korzystamy z internetu? Jak opisuje The Economist, sposobów na oszacowanie tej wartości jest co najmniej kilka:

1. Ponieważ ceny za dostęp do internetu raczej maleją w czasie, to można porównać, ile konsumenci płacili kiedyś w porównaniu do tego, co płacą teraz - a więc zwiększa się nadwyżka konsumenta. Używając tej metody Shane Greenstein i Ryan McDevitt obliczyli, że 2006 roku w na szerokopasmowy dostęp do internetu Amerykanie wydali 39 mld $ a nadwyżka konsumenta wyniosła od 5 do 7 mld $. Na podstawie tych wyliczeń skalkulowano, że np. dostęp do Wikipedii odpowiadał za 50 mln $ nadwyżki. Taka metoda z pewnością zaniża wielkość wielkości nadwyżki, ponieważ uwzględnia jedynie obniżkę cen, a uwzględnia tego, ze w internecie pojawiają się nowe usługi i przez to korzystanie z niego jest bardziej wartościowe. Ponadto bierze pod uwagę cenę, jaką wcześniej konsumenci musieli płacić, a nie jaką byli skłonni płacić.
2. Inne podejście opiera się więc po prostu na zapytaniu konsumentów, ile skłonni byliby zapłacić za dostęp do usług, które są obecnie finansowane z wyświetlania reklam. Badanie przeprowadzone przez McKinseya pokazało, że gospodarstwa domowe przeciętne były skłonne płacić ok. 38 euro (50 dolarów) miesięczne za dostęp do określonego zestawu serwisów internetowych. O odjęciu kosztów związanych z reklamami i utraconą prywatnością (w pewnym sensie z tym, że płacimy za te usługi oddając firmom informacje o sobie) McKinsey wyliczył, że finansowane z reklam usługi internetowe wygenerowały nadwyżkę w wysokości 32 mld dolarów w Ameryce i 69 mld euro w Europie. Największą część tego stanowiła poczta elektroniczna, dalej wyszukiwarki i sieci społecznościowe.
3. Kolejną metodą jest obliczenie, ile czasu oszczędzamy korzystając z internetu. Można zbadać, ile czasu zajmuje nam odszukanie odpowiedzi na zwykłe, codzienne pytania (np. dotyczące gotowania), gdy korzystamy z internetu i gdy nie mamy do niego dostępu. W ten sposób badacze z Uniwersytetu z Michigan razem z pracownikami Google oszacowali, że średni użytkownik oszczędza 3,75 minuty dziennie, co przy płacy godzinowej w wysokości 22 $ (średnia płaca w USA) daje 500 dolarów rocznie dla jednego konsumenta i od 65 do 150 mld $ rocznie dla całej gospodarki.
4. Wreszcie ostatnia z opisanych metod przez The Economist polega na obliczeniu wartości czasu spędzanego w sieci. Ponieważ czas, jaki spędzają Amerykanie w internecie wzrasta, to można założyć, że cenią taką aktywność bardziej niż inne. Na tej podstawie Erik Brynjolfsson i Joo Hee Oh oszacowali, że nadwyżka konsumenta w USA w 2011 roku wyniosła 564 mld $, co daje 2600 $ na jednego użytkownika. Gdyby te wartości uwzględnić w PKB, to jego wzrost byłby od 2002 roku wyższy przeciętnie o 0,39 punktu procentowego.

Oczywiście żadna z tych metod nie jest idealna - można zastanawiać się czy np. przeciętny użytkownik rzeczywiście byłby skłonny zapłacić ponad 2,5 tysiąca dolarów za dostęp do sieci. Z drugiej strony niewątpliwie każda z tych metod wskazuje, że PKB coraz gorzej opisuje, co dzieje się w gospodarce.

Warto też zauważyć, że nadwyżka konsumenta towarzyszy każdej transakcji - płacimy za coś tylko wtedy, gdy jest to dla nas bardziej cenne niż dana suma pieniędzy. Do tego korzystanie z czegoś za darmo nie ogranicza oczywiście się do usług internetowych - wystarczy pomyśleć choćby o bibliotece czy czystym powietrzu. Te "rzeczy" mają swoją realną wartość, natomiast nie jest ona aktualnie wliczana do głównego miernika, jakim powszechnie się posługujemy, gdy opisujemy efekty gospodarowania.

26 lutego 2014

Co zdjęcia z satelity mówią o wzroście gospodarczym?

Ostatnio gazeta.pl zamieściła film z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej pokazujący nocne rozświetlenie fragmentu Ziemi m.in. półwyspu koreańskiego. Okazuje się, że w nocy
Korea Północna wygląda tak, jakby zniknęła z kontynentu - widać tylko stolicę i kilka większych miast. W przeciwieństwie do sąsiada, Korea Południowa jest natomiast mocno rozświetlona.

Może to służyć za ilustrację różnic w rozwoju gospodarczym tych krajów, które jeszcze po drugiej wojnie światowej stanowiły jedno dość ubogie państwo. Dziś natomiast - wskutek różnic w przyjętym modelu rozwoju gospodarczego - Korea Południowa jest kilkanaście (a może nawet więcej) razy bogatsza w przeliczeniu na obywatela.

Ale czy tylko ilustracja i ciekawostka?

Okazuje się, że za pomocą zdjęć satelitarnych przedstawiających jak "jasny" nocą jest dany kraj można nie tylko pokazywać różnice w poziomie zamożności, ale również... je mierzyć.

W opublikowanym w 2012 roku artykule Henderson, Storeygard i Weil przedstawili, w jaki sposób można użyć zdjęć satelitarnych, żeby poprawić jakość uzyskiwanych danych o tempie wzrostu gospodarczego. Problem jakości danych o PKB jest często podnoszony i ma to swoje uzasadnienie, o czym świadczy chociażby niedawny przykład Nigerii, w której zmiana sposobu liczenia PKB spowodowała, że oficjalna wartość wzrosła o około 60% (podobnie było w 2010 roku w Ghanie).

Posługując się tą metodą autorzy oszacowali np. gdy w Demokratycznej Republiki Konga oficjalne dane wskazywały na roczny spadek poziomu PKB o 2,6%, to światła "wskazywały" na wzrost o 2,4%. Z kolei Birma wg oficjalnych statystyk miała imponujące tempo wzrostu w wysokości 8,6%, ale wg zdjęć było to tylko 3,4%.

Dodatkowo taka metoda pozwala na obliczenia wartości wskaźnika na poziomie lokalnym (regiony i miasta), co często nie jest czynione.

14 lutego 2014

Globalny kryzys finansowy - infografika

Infografika na temat przyczyn kryzysu finansowego, zrobiona przez studentów ekonomii UMCS: Jacka Grzechnika, Martę Magdziarz, Jolantę Nowak i Aleksandrę Bober.



31 stycznia 2014

Dlaczego jedne kraje są bogatsze od innych - Polska a Ukraina

Według podejścia instytucjonalnego przyczyną różnic w rozwoju gospodarczym krajów jest jakość i rodzaj instytucji. Ich znaczenie można zilustrować śledząc historię zmian w poziomie zamożności Polski i Ukrainy w ostatnich 25 latach (wykres po lewej przedstawia zmiany PKB per capita). O ile na początku tego okresu Polska i Ukraina były niemal na takim samym poziomie rozwoju gospodarczego, to dziś polski PKB per capita jest trzy razy wyższy od ukraińskiego. Dlaczego tak się stało?
Źródło: Trystero/Branko Milanovic

Instytucje w ekonomii to zasady, "reguły gry". Składają się na nie zarówno zwyczaje, przepisy prawne, struktury administracyjne jak i czynniki kulturowe. czy mentalność. Kluczowe dla wzrostu gospodarczego będą w szczególności te powiązane z ochroną praw własności, poziomem korupcji, jakością administracji i systemu sądowniczego, stymulowaniem konkurencji na rynkach itp.

Ważnym pytaniem jest to, od czego zależy rozwój "dobrych" instytucji - dlaczego wykształciły się one w jednych krajach a w innych nie? Zdaniem Darona Acemoglu i Jamesa Robinsona, autorów książki Why Nations Fail: The Origins of Power, Prosperity, and Poverty, instytucje można podzielić na inkluzywne (włączające) oraz ekstraktywne (wyzyskujące). Te pierwsze to takie, które sprawiają, że uczestnictwo w życiu gospodarczym przynosi korzyści ogółowi społeczeństwa. Przykładowo - ochrona praw własności sprawia, że opłaca się nam ciężko pracować i inwestować, ponieważ będziemy mogli korzystać z owoców wykonanej pracy. Niski poziom korupcji sprawia, że premiowane są te działania, które dają najlepszy efekt a nie te, które wsparte są łapówką. Drugi rodzaj instytucji pozwala natomiast na czerpanie korzyści przez część społeczeństwa kosztem reszty.

Na 177 państw objętych badaniem poziomu korpucji (Indeks Percepcji Korupcji tworzony przez Transparency International, im wyższe miejsce tym niższy poziom korpucji) Polska zajmuje 38. miejsce na świecie. Natomiast Ukraina plasuje się na miejscu 144.

Zdaniem Acemoglu i Robinsona wykształcanie się dobrych instytucji jest możliwe wtedy, gdy różne grupy w społeczństwie mają równy dostęp do systemu politycznego. Dzięki temu w wyniku kompromisu może zostać ustalony taki porządek, który będzie uwzględniał interesy wielu grup. Natomiast, jeśli system polityczny jest "zawłaszczony" przez wąską grupę osób (np. oligarchów), to przyjmowane będą takie prawa i zasady działania, które będą chronić interesy tej właśnie grupy. Wykres po prawej, który przedstawia majątek miliarderów w danym kraju odniesiony do poziomu PKB. Przepaść w bogactwie między najbogatszymi a resztą społeczeństwa i związany z tym dostęp do systemu politycznego to oczywiście tylko jeden z wielu czynników, które mogły wpłynąć na różnice w jakości instytucji w obu krajach.

O pewnych szczegółach dotyczących m.in. konstrukcji systemu politycznego i jego wzajemnej relacji z poziomem korupcji mówił ostatnio prof. Markowski w jednym z Poranków Radia Tok.fm (pierwsze 6 minut tej audycji):


W skrócie - korupcja w systemie prezydenckim jest znacznie łatwiejsza i bardziej opłacalna niż w systemie gabinetowo-parlamentarnym. W tym pierwszym jest stała, wąska grupa osób mających wpływ na podejmowane decyzje. W tym drugim, w którym jest więcej osób, z większą rotacją korumpowanie jest po prostu bardziej kosztowne.

5 lipca 2013

Przyczyny nierówności dochodowych w USA - polityka czy technologia?

Fragment artykułu z "Wyborczej" o rosnących nierównościach dochodowych w Stanach Zjednoczonych:
Główna teza artykułu Bivensa i Mishela brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych Amerykanów nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Brzmi strasznie? Bez obaw. Można powiedzieć to jaśniej.
Renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji - powiedzmy zysk. Produkcji szeroko tu rozumianej, może nią być produkcja gwoździ, a może być też to "produkcja" usług finansowych, piosenek lub wierszy. Od tego, jak duża jest ta renta, zależy, ile kto zarabia. I np. jest bardzo wysoka w przypadku usług prawniczych i medycznych w USA, a niska już w przypadku usług budowlanych czy związanych ze sprzątaniem.
I Amerykanie, co twierdzą ekonomiści z Economic Policy Institute w Waszyngtonie, zmodyfikowali decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych. Zaczęli wynagradzać bardzo wysoko niektóre usługi - np. finansowe, związane z niektórymi formami rozrywki i sportu oraz pracę szefów spółek giełdowych. Dochody prezesów, maklerów, analityków i gwiazd muzyki pop poszybowały więc do góry, a reszta społeczeństwa nadal musiała się zadowalać niskimi rentami.
Problem jest jednak bardziej skomplikowany, ponieważ owe renty nie rosną tylko i wyłącznie z powodu "decyzji politycznych", ale również z powodu zmian technologicznych i globalizacji. W maksymalnym skrócie - dziś o wiele łatwiej można "skalować" talent, umiejętności czy zasoby, co dobrze widać, po tym ile zarabiają gwiazdy sportu czy przemysłu rozrywkowego. Z tych samych powodów konkurencja dla "przeciętnego pracownika" jest większa (jeśli nie chce pracować w fabryce za 10$ za godzinę, to zrobi to ktoś inny, w innym miejscu świata). Decyzje polityczne mogą oczywiście osłabiać lub wzmacniać oddziaływania zmian technologicznych/globalizacyjnych. Niemniej artykuł z GW warty przeczytania w całości.

Tuca Vieira, Sao Paulo
Jedna z najsłynniejszych ilustracji współczesnych nierówności dochodowych - zdjęcie T.Vieiry przedstawiające sąsiadujące ze sobą "światy" w Sao Paulo

3 maja 2013

Ile wynosi stopa bezrobocia w USA - 7,5% czy prawie 14%?



Wykres przedstawia strukturę rynku pracy w USA. Kolejne kategorie to:

  1. Zatrudnieni w pełnym wymiarze
  2. Zatrudnieni w niepełnym wymiarze z własnego wyboru
  3. Zatrudnieni w niepełnym wymiarze, ponieważ nie mogą znaleźć pracy na cały etat lub obniżono im wymiar pracy
  4. Bezrobotni aktywnie poszukujący pracy
  5. Bezrobotni, którzy przestali szukać pracy w ciągu ostatniego roku
  6. Oraz osoby, które nie chcą pracować, nie szukały pracy w ciągu ostatnie roku albo nie są w stanie pracować
Bureau of Labor Statistics, czyli Urząd Statystyki Pracy podaje 6 wskaźników opisujących poziom bezrobocia, od U-1 do U-6. Główny, najczęściej podawany w mediach miernik to U-3, obejmuje on osoby bezrobotne, które aktywnie szukają pracy (4). Wynosi aktualnie 7,5%, a więc spadł w odniesieniu do poprzedniego miesiąca o 0,1 pp. Natomiast najszersza U-6, która obejmuje również kategorie (3) i (5). Aktualnie jej poziom to 13,9%, co oznacza wzrost w porównaniu do poprzedniego miesiąca o 0,1 pp.

Aby dobrze zinterpretować sytuację w gospodarce musimy więc dokładnie wiedzieć, co mierzy dany wskaźnik oraz jaki jest poziom oraz dynamika miar komplementarnych do tego wskaźnika. W tym konkretnym przypadku spadek stopy bezrobocia (U-3) wynikał głównie ze wzrostu ilości osób pracujących nie z własnej woli w niepełnym wymiarze, spadku ilości osób poszukujących pracy oraz ze wzrostu ilości osób, które przestały szukać pracy.

Źródło:

10 kwietnia 2013

Dlaczego paczka czipsów nie kosztuje 80 zł?

80 złotych, czyli 25 dolarów. Tyle właśnie, wg Eda Herra z Herr Food Inc., kosztowałaby dziś paczka czipsów, gdyby wyprodukować ją wg metody sprzed ponad 60 lat. W roku 1946 roku, gdy firma zaczynała swoją działalność, do wyprodukowania każdej paczki potrzeba było 10-krotnie większej liczby pracowników niż dziś (co w ekonomi określamy jako pracochłonność procesu produkcji). W tamtym czasie moce przerobowe firmy pozwalały na wyprodukowanie około 5 kg produktu w ciągu jednej godziny, dziś - dzięki automatyzacji i komputeryzacji procesu produkcyjnego - Herr Foods w ciągu 60 minut jest w stanie wyprodukować prawie 5 ton czipsów.
Polecam krótki reportaż o produkcji w tym przedsiębiorstwie, w szczególności fragment o selekcjonowaniu czipsów, których kolor odbiega od przyjętych standardów.

Secrets From The Potato Chip Factory from Planet Money on Vimeo.
Jest to świetny przykład tego, jak technologia zmniejsza koszt kupowanych przez nas produktów. Automatyzacja pracy następuje wtedy, gdy rozwój techniczny prowadzi do tego, że praca maszyny jest tańsza/wydajniejsza od pracy człowieka. Skutkiem tego jest niższa cena i większa dostępność - oczywiście nie tylko czipsów, ale również ubrań, leków, samochodów itd.
Z drugiej strony w takich przypadkach zawsze pojawia się pytanie, co z pracą dla ludzi? Takie obawy towarzyszą nam od początku procesu automatyzacji pracy. Już w XIX wieku tzw. "luddyści" protestowali przeciwko zmianom wywołanym przez wprowadzenie maszyn do fabryk, co - ich zdaniem - dramatycznie pogarszało sytuację bytową robotników. Ich protesty przybierały nawet formę niszczenia maszyn, co z dzisiejszej perspektywy może nie wygląda może zbyt rozsądnie, ale wystarczy rzut oka na kilka współczesnych przykładów aby w niejednym z nas obudził się współczesny luddysta:
Może nie zaczynamy od niszczenia naszych smarfonów i laptopów, ale obawa o to, czy będziemy przydatni w przyszłości (wcale nie tak odległej) nie jest chyba inna od strachu luddystów.
Dziś trudno sobie wyobrazić, że maszyna zastępuje ludzką kreatywność czy empatię, ale wiele innych umiejętności, których posiadanie daje dziś ludziom pracę, będzie zautomatyzowane już w niedalekiej przyszłości. Podobnie jak 200 lat temu oznacza to z jednej strony tańszy produkt czy usługę dla wszystkich a z drugiej strony poważny problem, czasem nawet dramat, dla "zastępowanych" pracowników. W przypadkach, gdy skutkiem będzie przekwalifikowanie się pracowników może wiązać się z tym zmniejszenie wynagrodzenia, w innych efektem może być długotrwałe bezrobocie. Czy więc rzeczywiście powinniśmy się bać? Polecam wystąpienie Andrew McAfee, współautora książeczki Race Against The Machine: How the Digital Revolution is Accelerating Innovation, Driving Productivity, and Irreversibly Transforming Employment and the Economy:

Kilka artykułów o tym, czy roboty zabierają nam pracę:
A do lepszego przygotowania się na nadchodzące zmiany na rynku pracy, wynikające nie tylko z automatyzacji ale z też globalizacji, polecam książkę Dana Pinka "Całkiem nowy umysł".

24 lutego 2013

60 sekund z ekonomią: Krzywa Phillipsa

Krzywa Phillipsa to ilustracja związku między stopą inflacji a stopą bezrobocia. Jako pierwszy tę zależność opisał Alban William Phillips, nowozelandzki ekonomista pracujący przez większość swojej kariery w Wielkiej Brytanii (ciekawostka - rzeczywiście zanim został ekonomistą pracował jako łowca krokodyli).

Krzywa Phillipsa mówi, że im niższe bezrobocie w gospodarce, tym wyższa będzie inflacja. Pokazuje pewne możliwości jakie ma do wyboru społeczeństwo (politycy). Późniejsze badania zakwestionowały jednak istnienie tego związku w długim okresie czasu.

5 lutego 2013

Stop kryzysowi - serwis Polskiego Radia

Z opisu:
Zamiast zastanawiać się, czy w Polsce mamy kryzys, próbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak żyć w ciężkich czasach. Badamy istotę kryzysu, jego skutki oraz sposoby ich przezwyciężania. Tematy poważne, ale... znalazło się też miejsce na rysunkowe historyjki, traktujące zagadnienia ważkie z lekkim przymrużeniem oka.
Przykład audycji - program o szarej strefie:

I wspomniany w opisie komiks:)

Źródło:
http://www.polskieradio.pl/103/
Za namiar dziękuję Agnieszce Murawskiej.

27 listopada 2012

Typy systemów gospodarczych wg Iana Bremmera

We wstępie do książki The End of the Free Market amerykański politolog Ian Bremmer posługuje się ciekawą metaforą na opisanie kapitalizmu państwowego - typu systemu gospodarczego, który zdobywa coraz mocniejszą pozycję na arenie międzynarodowej, w szczególności dzięki krajom takim jak Rosja czy Chiny. Przytaczam fragment z książki:
Żeby zilustrować różnice między gospodarką nakazową w sowieckim stylu a różnymi typami kapitalizmu, wyobraź sobie mecz piłki nożnej. Gospodarka nakazowa jest jak mecz, w którym państwo próbuje określić z góry wynik dzięki zapewnieniu, że wszyscy gracze, sędziowie i widzowie* lojalnie odegrają przypisane im role. W efekcie przypomina to bardziej jakąś paradę niż zawody sportowe. Leseferystyczny kapitalizm - jak z Rosji lat 90. - to krwawy sport, w którym jest tylko kilka reguł, a sędziowie reprezentują konkurencyjne interesy różnych graczy i widzów, którzy obstawili wynik. Najsilniejsi dominują, a reszta przegrywa. Wolnorynkowy kapitalizm to gra, w której sędziowie są wyłącznie po to, aby zapewnić właściwe egzekwowanie uznanych reguł, a gracze są zaangażowani w rzeczywistą konkurencję. Jedyną rolą rządu jest zapewnienie, że te reguły są skonstruowane uczciwie i efektywnie. To ideał, do którego dąży [lub - dziś możemy dodać - "dążyła"- GK] większość rządzących w USA i Europie. Kapitalizm państwowy to mecz, w którym rząd kontroluje większość sędziów i wystarczającą liczbę graczy, dzięki czemu ma dużą szansę na ustalenie wyniku gry. Widzowie zyskują na pewnym poziomie rzeczywistej konkurencji, ale ostatecznie to państwo manipuluje grą, aby zapewnić, że faworyzowani gracze będą mieli wszystko, żeby zdobyć odpowiednią ilość punktów na swoją rzecz.
* Metaforę można rozszyfrować następująco: sędziowie symbolizują w tym opisie instytucje państwowe, gracze przedsiębiorstwa a widzowie obywateli.
Tłumaczenie własne (dosyć swobodne - na potrzeby czytelności tekstu).

10 listopada 2012

60 sekund z ekonomią: Paradoks oszczędzania


Jednym z najważniejszych pytań w ekonomii jest to, czy lepiej jest wydawać, czy oszczędzać. Ekonomiści mają różne poglądy na ten temat. Ekonomiści wolnorynkowi są zdania, że lepszym rozwiązaniem są oszczędności. Zamienione w gospodarce w inwestycje przyczyniają się w do wzrostu produktywności i poprawy poziomu życia w długim okresie czasu.
Z kolei zwolennicy Keynesa akcentują to, że nie powinniśmy się koncentrować na nie do końca określonej w czasie przyszłości ("długi okres czasu"), ale na tym, co dzieje się aktualnie. W czasie gorszej koniunktury, gdy firmy wydają mniej, dodatkowe zmniejszenie wydatków ze strony państwa, pogorszyłoby jeszcze sytuację i zwiększyło bezrobocie. Powinniśmy więc, zdaniem keynesistów, zwiększać wydatki rządowe.

2 listopada 2012

W jakich krajach żyje się najlepiej?

Wg rankingu bogactwa i dobrobytu, autorstwa badaczy z Instytutu Legatum, są to kolejno: Norwegia, Dania i Szwecja. Polska znalazła się na 32 pozycji (wyżej niż Włochy czy Estonia, a niżej od Czech czy Urugwaju). Najgorszymi miejscami do życia okazały się być z kolei: Republika Środkowoafrykańska, Demokratyczna Republika Konga i Afganistan.
Jest to jeden z najbardziej kompleksowych rankingów mierzących dobrobyt - bierze on pod uwagę ogromną ilość wskaźników, które są podzielone na 8 kategorii:
  • gospodarka (m.in. dotyczące zatrudnienia, inflacji, wzrostu gospodarczego, satysfakcji z poziomu życia)
  • szanse i przedsiębiorczość (m.in. czy nasz kraj jest dobrym miejscem do zakładania biznesu, liczba telefonów komórkowych na 100 mieszkańców, nakłady na badania i rozwój, zaufanie)
  • jakość rządu i administracji (stabilność rządów, zaufanie do instytucji prawnych, zaufanie do uczciwości wyborów, jakość regulacji)
  • edukacja (m.in. satysfakcja z jakości szkolnictwa, liczba uczniów przypadająca na nauczyciela, procent osób kształcących się na kolejnych szczeblach edukacji)
  • zdrowie (m.in. oczekiwana długość życia, liczba łóżek szpitalnych przypadająca na obywatela, satysfakcja z jakości wody, liczba przypadków gruźlicy przypadająca na mieszkańca, poczucie bycia wypoczętym)
  • bezpieczeństwo (m.in emigracja, poczucie bezpieczeństwa, możliwość wyrażania opinii politycznych bez poczucia strachu)
  • wolność osobista (m.in. czy jest to dobre miejsc dla imigrantów, swoboda dokonywania wyborów)
  • kapitał społeczny (m.in. czy mieszkańcy mogą polegać na rodzinie, czy pomogli nieznajomemu w ostatnim miesiącu, czy sądzą, że większość osób jest godna zaufania).

Polska wypada względnie dobrze w rankingu bezpieczeństwa (25. miejsce), słabo natomiast w gospodarce i kapitale społecznym. W pozostałych kategoriach nasz kraj zajmuje miejsce podobne do ogólnej pozycji końcowej.
W poprzednich latach Polska zajmowała miejsca pod koniec 3. dziesiątki (28. lub 29.), jednak aktualna pozycja (32.) wynika nie tyle z pogorszenia naszych wyników, ile z tego, że takie kraje jak Luksemburg, Malta i Cypr zostały ujęte w rankingu po raz pierwszy i zajęły wyższą od Polski pozycję.
Najważniejsze obserwacje wynikające z rankingów to (wg autorów):
  • globalny dobrobyt rośnie (porównanie z rokiem 2009) i to we wszystkich kategoriach oprócz bezpieczeństwa (przede wszystkim z powodu wydarzeń Arabskiej Wiosny i niestabilności w Ameryce Łacińskiej)
  • Stany Zjednoczone wypadły z pierwszej dziesiątki (najbardziej przez spadki w kategoriach dotyczących przedsiębiorczości i gospodarki)
  • dynamicznie poprawia się sytuacja w krajach azjatyckich, głównie dzięki gospodarce (dotyczy to zarówno krajów bogatych jak Hong Kong, Singapur i Tajwan, jak też "nowych graczy" jak np. Wietnam, Tajlandia, Malezja czy Indonezja, która doświadczyła w badanym okresie największego skoku w rankingu)
  • bardzo ważne dla poprawy dobrobytu są dobre i uczciwe rządy (razem z administracją publiczną)
  • rola tolerancji we współczesnym świecie rośnie - wzrost migracji i możliwości przemieszcznia się sprawia, że poszanowanie dla inności staje się ważnym czynnikiem jakości życia
Pełne dane są tu:
http://www.prosperity.com (można sprawdzić wyniki poszczególnych wskaźników konkretnego kraju, porównać go do średniej światowej lub innego kraju)
Profil Polski jest tu:
http://www.prosperity.com/CountryProfile.aspx?id=616
A bardziej kompleksowe opracowanie raportu tutaj:
http://www.prosperity.com/Content/Download/PI2012_Brochure_Final_Web.pdf