31 marca 2017

Ekonomia w filmach i serialach, odc. 2. pt. "Wszyscy będziemy bogaci, czyli piramida finansowa wg Michaela Scotta

Napisy, jeśli nie działają automatycznie, należy uruchomić klikając odpowiednią opcję w menu.

Piramida finansowa to rodzaj działalności biznesowej, najczęściej będącej oszustwem finansowym, w której zysk konkretnego uczestnika uzależniony jest od liczby osób, które są na niższych poziomach "piramidy". Każdy uczestnik zobowiązany jest do poszukiwania kolejnych osób, które wpłacają określoną sumę pieniędzy. Z tych wpłat czerpią osoby na wyższych poziomach piramidy. Całość opiera się bardzo często na personalnych relacjach - uczestnicy werbują znajomych i w ten sposób mogą uzyskać bonusy, zwerbowani z kolei zapewniani są, że osoby im znane zarobiły w ten sposób pieniądze, co usypia czujność. Cała struktura działa tylko do momentu, w którym suma nowych wpłat jest znacząca i mogą być dokonywane wypłaty. Nieuchronnie jednak piramida się załamuje i najwięcej tracą osoby, które przystąpiły do piramidy najpóźniej.

Podobnym oszustwem finansowym (bardzo często również określanym jako piramida finansowa) jest schemat Ponziego. Polega on na tym, że dokonywana jest jakaś inwestycja, która sprawia wrażenie bardzo atrakcyjnej dzięki wysokim zyskom (odsetkom). Twórcy takiego oszustwa utrzymują, że znaleźli cudowną i niezawodną metodę na inwestowanie, która sprawi, że wszyscy, którzy się w to zaangażują, wzbogacą się szybko. W rzeczywistości jednak metoda nie jest taka wspaniała, a wysokie odsetki dla pierwszych uczestników pochodzą z wpłat kolejnych osób dołączajacych do "inwestowania". Kończy się to tym, że pieniądze znikają, często wraz z osobami zarządzającymi przedsięwzięciem i wiele osób traci swoje oszczędności. Przykładem takiego oszustwa w Polsce były w ostatnich latach słynne sprawy Amber Gold i Finroyal. W istocie takie oszustwa mają miejsce niemal w każdej gospodarce co kilka lub kilkanaście lat. Skala jest różna, tak jak różni się stopień edukacji finansowej uczestników. W ciągu kilku lat aż do roku 2009 znany amerykański finansista Bernie Madoff oszukał kilka tysięcy osób na kwotę prawie 18 miliardów dolarów. Wśród poszkodowanych byli prywatni inwestorzy, jak również banki i fundusze inwestycyjne z wielu krajów, a więc instytucje zawodowo zajmujące się inwestowaniem i oceną ryzyka. Warto więc od czasu do czasu przypominać, że w ekonomii potencjalny zysk jest bardzo silnie powiązany z poziomem ryzyka. Tam, gdzie ryzyko jest niewielkie, nie możemy osiągać wysokiej stopy zwrotu. Przykładowo, kupujemy obligacje wyemitowane przez jakiś kraj. Do wyboru mamy różne kraje - jeden z nich jest krajem stabilnym i jest bardzo małe ryzyko, że wpadnie w kłopoty gospodarcze i nie spłaci zaciągniętej pożyczki. Drugi z kolei to kraj zadłużony, niestabilny i z różnymi innymi problemami gospodarczymi. Jeśli oba kraje zaoferują obligacje o takim samym oprocentowaniu, to który z nich wybierzesz? Oczywiście, że ten stabilny. Wobec tego ten drugi kraj, aby przyciągnąć pożyczkodawców, musi zaoferować wyższe oprocentowanie. A co z sytuacją, gdy ktoś nam mówi, że inwestycja w coś np. w złoto na pewno przyniesie wysokie i pewne zyski. Po pierwsze, nikt nie jest w stanie przewidzieć dokładnie przyszłości, a ceny wszystkich potencjalnych celów inwestycyjnych mogą spaść i możemy na tym stracić. Po drugie, nawet gdyby rzeczywiście było - załóżmy że jednak jest to możliwe - pewne, że coś będzie więcej warte w przyszłości, to ta informacja przez rynek szybko uwzględniona w cenach.
Warto więc czasem przypomnieć sobie, że w gospodarce potencjalny zysk zawsze jest powiązany z ryzykiem. Piramidy finansowe i inne oszustwa pojawiają się nie tylko tam, gdzie wiedza ekonomiczna jest niewielka, ale przede wszystkim - co pokazuje przykład Madoffa - gdzie czujność jest uśpiona.

17 stycznia 2017

Skąd czerpać wiedzę o gospodarce i ekonomii? (4) - spotdata.pl

SpotData to polska platforma wizualizacji i analizy danych ekonomicznych. Zawiera ok. 20 tys. szeregów czasowych dotyczących danych mikro i makroekonomicznych z polskiej gospodarki.


Pozwala na wygodne odszukiwanie danych, modyfikowanie wykresów oraz ich pobieranie. Zdecydowanie warte polecenia.



7 listopada 2016

Dlaczego programy partii politycznych tak bardzo różnią się od tego, co zalecają ekonomiści?

W audycji Planet Money z amerykańskiej stacji radiowej NPR zgromadzono wypowiedzi kilku ekonomistów, na temat tego, jakie zmiany w gospodarce należałoby wprowadzić. Wśród naukowców, z którymi rozmawiali dziennikarze znaleźli się reprezentanci bardzo różnych „obozów” ekonomicznych - był  wśród nich zarówno konserwatysta, libertarianin, centrysta, zwolennik większej ingerencji państwa w gospodarce, jak również określający siebie samego mianem pragmatyka. Choć ci ekonomiści bardzo różnią się w szczegółach, co do tego, jak należy „urządzić” amerykańską gospodarkę, to mimo wszystko zgodzili się w sześciu kwestiach (specyficznych dla gospodarki amerykańskiej):

1. Zlikwidowanie odliczania od podatku odsetek od kredytów hipotecznych. Zdaniem ekonomistów takie rozwiązanie to nic innego jak subsydiowanie zakupu domów przez osoby zamożne - im większy kredyt tym większe odsetki, a więc i większe ulgi podatkowe. Osoby wynajmujące, uogólniając mniej zamożne od tych, którzy kupują na własność, nie otrzymują takiego wsparcia. Co więcej to rozwiązanie zakłóca działanie rynku, windując w górę ceny nieruchomości.

2. Zlikwidowanie odliczenia od podatku, jakie pracodawcy uzyskują za opłacenie ubezpieczenia zdrowotnego dla swoich pracowników. Taki system - zdaniem ekonomistów - zachęca do kupowania droższych niż optymalne ubezpieczeń, jak też do nadkonsumpcji usług przez ubezpieczonych pracowników, co w rezultacie podnosi koszty usług zdrowotnych dla wszystkich.

3. Zlikwidowanie podatku dochodowego osób prawnych, czyli opodatkowania dochodów przedsiębiorstw. Zdaniem ekonomistów opodatkować należy ewentualne dochody właścicieli firm, a nie dochody samej firmy. Takie rozwiązanie miałoby sprawić, że przedsiębiorstwa będą więcej inwestować, co sprzyjałoby gospodarce.

4. Zlikwidowanie podatku dochodowego i składek na ubezpieczenie społeczne. Podatki, ponieważ zwiększają koszt, zniechęcają nas do kupowania określonego dobra lub wykonywania określonej działalności. Dlaczego więc obejmować podatkiem pracę a więc coś, co jest dobre dla wykonującej ją osoby, jak i dla całego społeczeństwa? Zamiast tego powinno się wprowadzić system podatkowy oparty na podatkach konsumpcyjnych, w dodatku zaprojektowany tak, aby działał on progresywnie, czyli chronił osoby o niskich dochodach.

5. Wprowadzenie podatku węglowego (lub ogólnie opodatkowanie naukowo dowiedzionych efektów zewnętrznych). Oczywiście oznaczałoby to wyższe ceny paliwa, jednak w ogólnym rozrachunku przyniosłoby korzyści, ponieważ zmniejszyłoby emisję szkodliwych zanieczyszczeń oraz zmniejszyłoby negatywny wpływ na zmiany klimatyczne. [Do tego postulatu przychylili się prawie wszyscy ekonomiści].

6. Legalizacja marihuany (lub w ogóle narkotyków). Zdaniem ekonomistów „wojna z narkotykami” jest kosztowna i nieskuteczna, a ponadto podnosi ceny narkotyków, co sprzyja bogaceniu się gangów i przestępców.

Wypowiedzi wprawdzie pochodziły z audycji sprzed kilku lat, ale teraz dziennikarze porównali program złożony z tych postulatów z programami politycznymi kandydatów w trwających w USA wyborach prezydenckich. Wśród dwojga głównych kandydatów trudno było znaleźć aprobatę dla właściwie jakiegokolwiek z tych postulatów (poza drobnymi wyjątkami). Natomiast kandydatem, który zgodził się z prawie wszystkimi był Gary Johnson, którego poparcie oscyluje na poziomie 5-7%. A więc program, z którym zgadza się najbardziej środowisko ekonomistów ma bardzo małe poparcie w społeczeństwie i praktycznie nie ma szans na realizację w praktyce. Dlaczego tak jest? 

Można zastanawiać się nad tym, czy sam Gary Johnson jest charyzmatycznym i wiarygodnym politykiem oraz nad tym, jakie znaczenie w wyborach amerykańskich ma zabetonowanie sceny politycznej przez dwie największe partie. Jednak wciąż pozostaniemy z pytaniem, dlaczego politycy nie głoszą postulatów, co do których ekonomiści nie mają wątpliwości, że ich realizacja byłaby dobra dla gospodarki. I to ekonomiści z całego niemal spektrum ideologicznego. Odpowiedź jest prosta - ponieważ te postulaty byłyby bardzo niepopularne w społeczeństwie. Gdyby kandydat demokratów lub republikanów głosił takie postulaty, to niechybnie straciłby poparcie. Gdy w kolejnej audycji przedstawili te propozycje grupie fokusowej, to uczestnicy badania zdecydowanie odrzucali wszystkie postulaty (poza legalizacją marihuany, co do której byli podzieleni). Nie podobała im się sama treść postulatów, ale także ich język, a wręcz krzywili się, gdy słyszeli, że “ekonomiści są zdania, że…”. Jak zauważyli dziennikarze prowadzący audycję - ludzie nie słuchali wyrafinowanych argumentów, tylko niemal od razu albo odrzucali pomysł albo go aprobowali.  Czy więc chodzi tylko o to, że przeciętny obywatel ma małą wiedzę ekonomiczną, nie rozumie “słusznych” postulatów głoszonych przez ekonomistów i nie analizuje dokładnie faktów? Być może jest to część prawdy, ponieważ jak pokazują analizy, wyborcy często głosują na partie, które głoszą program sprzeczny z ich własnym interesem. Czyli głosują nie na tych, co powinni, gdyby tylko kierowali się racjonalną argumentacją i korzyścią własną.

Jednak być może część winy leży również po drugiej stronie. Gdy jednak te same idee zostały przedstawione w sposób bardziej atrakcyjny - chwyciły. Gdy zamiast typowego języka ekonomicznego “opakowano” je w zgrabną reklamę polityczną, to ludzie zmieniali zdanie na temat. Wniosek? Być może część problemu tkwi w tym, że ekonomiści nie są zbyt dobrzy w komunikacji ze społeczeństwem. Jeśli “sprzedawaliby” swoje postulaty nieco skuteczniej i zyskiwałyby one większe poparcie w społeczeństwie, to partie polityczne chętniej włączałyby je do swoich programów. Jeżeli powyższe rozważania mają sens, to receptą na lepiej prowadzoną politykę gospodarczą jest lepsza edukacja ekonomiczna oraz lepsza komunikacja ekonomistów ze społeczeństwem.

30 października 2016

Ekonomia w filmach i serialach, odc. 1. pt. "Ekonomia nie jest zbyt ciekawa, albo przynajmniej bywa naucza w bardzo nieciekawy sposób"

Oto pierwszy odcinek nowego cyklu "Ekonomia w filmach i serialach" zatytułowany "Ekonomia nie jest zbyt ciekawa, albo przynajmniej bywa nauczana w bardzo nieciekawy sposób".



Wysoki stopień zmatematyzowania ekonomii oraz duże polegania na - niekiedy bardzo skomplikowanych - modelach sprawiły, że ekonomii przylepiono łatkę nauki niezrozumiałej, nieciekawej i oderwanej od rzeczywistości. Słowem, ekonomia jest postrzegana jako nudna, co prześmiewczo ilustruje scena scena z filmu Wolny dzień Ferrisa Buellera z 1986 roku, w której nauczyciel ekonomii dosłownie "poraża" uczniów swoim entuzjazmem. Oczywiście można odnaleźć wiele innych przykładów pokazujących ekonomię jako naukę ciekawą, zrozumiałą i praktyczną, jednak nie oznacza to, że ekonomia i ekonomiści nie ma żadnego problemu z tym, jak ekonomia jest uprawiana i nauczana. Przykładowo, wspomniana matematyka powinna pomagać w logicznym i klarownym dochodzeniu do odpowiedzi lub ich przedstawianiu. Często natomiast skomplikowane modele matematyczne w ekonomii istnieją "same dla siebie" tj. nie próbują opisać rzeczywistości, lecz przedstawiają gospodarkę opartą na nierealistycznych założeniach. Naukowcy natomiast nie badają prawdziwej gospodarki, tylko tę wyobrażoną, przedstawioną w modelach, czasem opartą bardziej na ideologicznych niż naukowych przesłankach. Paul Romer, jeden z najważniejszych współczesnych ekonomistów, ukuł na to termin mathiness. Niemniej warto pamiętać, że - właściwie używana - matematyka jest niezwykle przydatnym narzędziem badawczym.

Informacje na temat zagadnień, które pojawiły się w filmiku:
W kolejnym odcinku cyklu ekonomię i jej praktyczne zastosowania odkrywać będą bohaterowie serialu "Jak poznałem waszą matkę".

9 sierpnia 2016

5 książek, od których warto rozpocząć przygodę z ekonomią

Na początek ważna uwaga: zaczynać można od dowolnej, ale warto przeczytać wszystkie, ponieważ prezentują one różne tematy i różne perspektywy na ekonomię. Znaleźli się na niej i ekonomiści o bardziej prawicowych inklinacjach (jak Sowell), jak i lewicowych (jak Chang). Jednak nie chodziło o to, żeby w jakiś sposób wyrównać proporcje ideologiczne, ale o to, żeby na tej liście zebrać książki, które mogą zaciekawić ekonomią i które po prostu dobrze się czyta.

1. Dlaczego piloci kamikadze zakładali hełmy? Czyli ekonomia bez tajemnic

dlaczego-piloci-kamikadze-zakladali-helmy-czyli-ekonomia-bez-tajemnic-b-iext9386667
Jej autorem jest Robert Frank, profesor ekonomii i jednocześnie felietonista The New York Times, gdzie publikuje popularne felietony popularyzujące wiedzę ekonomiczną. Jako nauczyciel ekonomii stosuje nietypową, choć dość prostą, metodę uczenia. Na zaliczenie przedmiotu daje swoim studentom zadanie, które polega na sformułowaniu interesującego pytania z właściwie dowolnego obszaru życia i udzieleniu na nie odpowiedzi przy użyciu wiedzy ekonomicznej. Taką metodę nazywa "ekonomią naturalną". Pytania często próbują zawierają w sobie pozorne paradoksy takie jak:

  • Dlaczego nowe samochody warte 8000 funtów wynajmuje się po 25 funtów za dzień, a garnitury warte 250 funtów za 45 funtów za dzień?  
  • Dlaczego w większości modeli światło zapala się, gdy otwieramy lodówkę, a nie zapala gdy otwieramy zamrażarkę? 
  • Dlaczego mleko sprzedaje się często w prostopadłościennych pojemnikach, a napoje w cylindrycznych? 

Czy rzeczywiście ekonomia udziela odpowiedzi na te pytania – odsyłam do książki Franka. W książce brakuje typowych dla ekonomii równań i wykresów. Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, Ekonomia bez tajemnic stanowi on świetne wprowadzenie do ekonomii i pokazuje, że ekonomia jest nauką żywą i przydatną również w codziennym życiu.

2. Ekonomia w jednej lekcji

Ekonomia w jednej lekcji
Ekonomia w jednej lekcji, której autorem jest Henry Hazzlit, została wydana po raz pierwszy w USA w 1946 roku, a więc jest najstarszą książką w tym zestawieniu. I choć czasami podczas lektury jest to odczuwalne, to wciąż jest to pozycja obowiązkowa. Autor w kolejnych rozdziałach odpowiada na pytania dotyczące wpływu podatków na rozwój gospodarczy, ratowania przemysłów, ingerencji w mechanizm cenowy, roli związków zawodowych i innych kwestii ekonomicznych. Książka jest świetnym wprowadzeniem do ekonomii klasycznej, której przedstawiciele byli zwolennikami wolnego rynku i ograniczania ingerencji państwa w gospodarkę. Tytułową "jedną lekcję" Hazzlit wyraził w następującym zdaniu:
"Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko a bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim."
Chodzi o to, że pewne rozwiązania, które pozornie wyglądają na korzystne, po dokładnej analizie okazują się być takie tylko dla określonej niewielkiej grupy osób, podczas gdy reszta społeczeństwa na nich traci albo są one niekorzystne dla wszystkich w długim okresie czasu, co Hazzlit świetnie przedstawia na wielu przykładach.
 

3. Freakonomia

Freakonomia to książka napisana wspólnie przez Stevena D. Levitta, profesora ekonomii oraz Stephena J. Dubnera, pisarza i dziennikarza New York Timesa. Autorzy poszukują odpowiedzi na nietypowe pytania, a odpowiedzi zwykle są jeszcze bardziej zaskakujące. Levitt i Dubner patrzą na świat przez pryzmat bodźców, które skłaniają nas do określonego zachowania i próbują pokazać, jak myśląc w tych kategoriach można wytłumaczyć, dlaczego ludzie zachowują się w określony sposób. Wybrane pytania:

  • Co łączy nauczycieli z zapaśnikami sumo?
  • Co jest prawdziwą przyczyną spadku przestępczości w ostatnich latach?
  • Dlaczego dealerzy narkotyków mieszkają u mamy?

4. 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie

Autor tej książki – Ha-Joon Chang – przekonuje, że wiele z powszechnych przekonań na temat kapitalizmu jest nieprawdziwych. W kolejnych rozdziałach udowadnia m.in, że:

  • Pralka bardziej zmieniła świat niż Internet.
  • Stany Zjednoczone nie są krajem o najwyższym standardzie życia na świecie.
  • Afryka nie jest skazana na niski poziom rozwoju.
  • Ludzie w biednych krajach są bardziej przedsiębiorczy niż ludzie w krajach bogatych.
  • Rynki finansowe powinny być mniej, a nie bardziej efektywne.

Wiele z tych twierdzeń wydaje sprawia wrażenie absurdalnych, jednak po zapoznaniu się z argumentami prof. Changa stają się one o wiele bardziej sensowne i zrozumiałe. Alternatywą jest niedawno wydana po polsku, bardziej kompleksowa Ekonomia. Instrukcja obsługi tego samego autora.

5. Ekonomia dla każdego

Mimo, że może być z powodzeniem stosowana jako podręcznik, to podobnie jak w poprzednich książkach na próżno szukać w niej wzorów czy wykresów. Sowell - amerykański profesor ekonomii - podkreśla, że ekonomia jest nauką o zachowaniu ludzi i taką, która uczy nas o najlepszych metodach gospodarowania zasobami. A ponieważ ludzie są skomplikowani, to nie da się ich zachowania opisać w kilku prostych wzorach matematycznych. W kolejnych rozdziałach Sowell omawia rolę cen w gospodarce, działanie przedsiębiorstw, rynek pracy, czas i ryzyko, gospodarkę narodową i międzynarodową. Książka kończy się polemika z popularnymi mitami ekonomicznymi. Książka jest napisana bardzo przystępnie i okraszona dużą ilością przykładów.



24 czerwca 2016

Piłkonomia, czyli co ekonomia wie o meczu Polska-Szwajcaria

Szwajcaria swój ostatni mecz w fazie grupowej grała w niedzielę, natomiast Polska - we wtorek. Oznacza to, że Szwajcarzy odpoczywali dwa dni dłużej (Szwajcaria skończyła swój mecz ok. 23 w niedzielę, natomiast Polska ok. 20 we wtorek, tak więc różnica wynosi ok. 45 godzin). Czy w sobotnim meczu będzie to miało jakieś znaczenie?
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Zwykle w turniejach takich jak Mistrzostwa Europy różnica w długości odpoczynku przed meczem wynosiła maksymalnie jeden dzień, jednak zmieniło się to wraz z rozszerzeniem Euro do 24 drużyn. Zdania ekspertów od fizjologii i przygotowania fizycznego są podzielone (wypowiedzi pochodzą z artykułów ze strony sport.pl):

  • Prof. Zbigniew Jastrzębski: Rywale przejdą klasyczny mikrocykl treningowy, znajdą czas na wypoczynek i pracę. Turniej ułożył im się niemal idealnie. Nasi zawodnicy w środę byli jeszcze mocno zmęczeni po Ukrainie. Największe skutki wysiłku wychodzą po ok. 24 godzinach. W czwartek może być wykonany trening o niskiej intensywności, w piątek tylko pobudzający, bo już w sobotę mecz. Nawałka może zrealizować ledwie dwie jednostki treningowe.
  • prof. Jerzy Żołądź: "Jeśli dojdzie do dogrywki, to może się okazać, że te dwa dodatkowe dni odpoczynku miały znaczenie. Zmęczenie na pewno będzie narastać"
  • dr Jakub Chycki: Przerwa ma wielkie znaczenie. Pod względem fizjologicznym lepiej mieć pięć niż trzy dni na restytucję. Trudno [jednak] takie rzeczy kalkulować w drużynie piłkarskiej. Każdy gracz był w innym stopniu obciążony w ostatnim meczu, ma inne przemiany metaboliczne, inne straty energetyczne. Dlatego nie istnieją dwa takie same okresy optymalnej restytucji.
  • Andrzej Bahr, były trener przygotowania fizycznego Wisły Kraków: Gdybyśmy mieli tylko jeden dzień na regenerację, a rywale trzy, byłby to problem. Ale oba zespoły mają odpowiednio dużo czasu.

Okazuje się, że ekonomiści mogą również dorzucić swoje „dwa grosze” na ten temat. Oczywiście ekonomiści nie starają się zastąpić fizjologów i zrozumieć procesy fizjologiczne zachodzące w organizmie, ale analizują problem z zupełnie innej perspektywy. Ekonomiści tacy jak Stefan Szymanski z Uniwersytetu z Michigan, który wraz z Simonem Kuperem napisał książkę Soccernomics, analizują dane i używają logiki, by znaleźć w tych danych odpowiedzi na pytania takie jak:

  • czy lepiej strzelać karne jako pierwszy, czy jako drugi?
  • czy zasady wyrównujące szanse klubów (jak w amerykańskich sportach) sprzyjają rozwojowi dyscypliny?
  • czy największe znaczenie dla wyników ma najlepszy gracz? czy może o wyniku decyduje „najsłabsze ogniwo”?

Wreszcie, jednym z takich pytań jest: czy czas odpoczynku między meczami ma istotne znaczenie dla wyników? Szymanski przeanalizował wraz ze współpracownikami szereg wyników drużyn z Premier League, które oprócz tego grały w pucharach (krajowych i europejskich). Jak się okazało, to czy zespół grał w środę, nie miało żadnego znaczenia w przypadku wyników gier weekendowych.



Oczywiście zależności z klubów nie muszą przekładać się w 100% na wyniki reprezentacji na finałowych turniejach, które są rozgrywane przecież na koniec wyczerpującego sezonu. Podobnie, całkiem możliwe, że czas odpoczynku ma większe znaczenie - jak zauważył w powyżej przytoczonej wypowiedzi prof. Żołądź - w przypadku meczów rozstrzyganych w doliczonym czasie gry. Jednak taka analiza jest ciekawa pod tym względem, że zdrowy rozsądek podpowiada, że czas odpoczynku ma kolosalne znaczenie. Rolą nauki jest czasem właśnie to, żeby podważyć to, co tzw. zdrowy rozsądek (mylnie) nam podpowiada.

Oczywiście pozostaje jeszcze pytanie, czy to wciąż jest ekonomia. Podobnie jak w przypadku Freakonomii i jej podobnych, ekonomiści wychodzą w tym przypadku daleko poza to, co zwykle kojarzy się z ekonomią. Być może jest to już coś poza ekonomią (data science?), a być może - jak powiedział kiedyś J. Viner - „ekonomia jest tym, czym zajmują się ekonomiści”. Ten przewrotny cytat można odczytać jako opinię, że ekonomiści, dzięki pewnych cechom wyróżniających ich w środowisku naukowym (dobra znajomość metod ilościowych, zdyscyplinowane myślenie modelowe oraz tzw. myślenie ekonomiczne) mogą odkrywać rzeczy, których inni naukowcy nie dostrzegają. W ten sposób niejako na nowo definiują przedmiot dociekań ekonomii. Od razu trzeba zaznaczyć, że czasami takie próby są bardziej śmieszne niż sensowne. Być może jednak te pierwsze również są potrzebne do postępu naukowego i do tego, żebyśmy więcej o świecie. Tak czy inaczej, jutro możemy "kibicować", żeby czas odpoczynku jutro rzeczywiście nie zaważył na wyniku i żeby Polska wygrała ze Szwajcarią dzięki umiejętnościom czysto sportowym.

13 maja 2016

Ekonomista-terrorysta

W zeszły czwartek jedna z pasażerek samolotu linii American Airlines powiadomiła personel o dziwnym zachowaniu siedzącego obok niej mężczyzny. W jej opisie wypisywał podejrzane symbole w swoim notatniku, co miałoby wskazywać na zamiary związane z terroryzmem. Dodatkowo wątpliwości - zgodnie z relacją zaalarmowanej pasażerki - były wzmocnione tym, że ów podejrzany miał ciemną karnację i zagraniczny akcent. Pasażerka próbowała nawiązać z nim rozmowę, ale on był zbyt pochłonięty swoimi zapiskami, więc przestraszona kobieta powiadomiła personel. Po interwencji służb okazało się, że domniemany terrorysta to jedynie ekonomista włoskiego Guido Menzio a podejrzane zapiski to… równania różniczkowe, które przygotowywał do wygłoszenia wykładu na temat różnicowania cen.

To wydarzenie może posłuży zapewne jako anegdotyczny przykład w wielu dyskusjach np.

  • nad niskim poziomem edukacji społeczeństwa amerykańskiego (i nie tylko amerykańskiego),
  • albo wręcz odwrotnie - zalewaniem artykułów ekonomicznych mało zrozumiałymi i (jak twierdzą niektórzy) mało powiązanymi z rzeczywistością wzorami matematycznymi i w konsekwencji tym, że współczesna ekonomia jest mało zrozumiała dla przeciętnego obywatela,
  • nad poziomem ksenofobii w Stanach Zjednoczonych,
  • czy poczuciem bezpieczeństwa w USA, w szczególności w podróżach lotniczych

Jednak tygodnik The Economist postanowił wykorzystać to do pożartowania sobie z ekonomistów i stworzył poradnik pt. jak rozpoznać, że to właśnie ekonomista siedzi obok nas w samolocie.
Zaczyna się od tego, że „odmawia słuchania i wykonywania poleceń związanych z bezpieczeństwem lotu, ponieważ «w długim okresie wszyscy będziemy martwi»”. Następnie „powtarza, że nie ma czegoś takiego jak darmowe posiłki, napoje i przekąski na pokładzie”, „unika przedłużającej się rozmowy z tobą, ponieważ zgodnie z jego racjonalnymi oczekiwaniami jesteś idiotą, jeśli wybrałeś miejsce w środku”, „jednakże oferuje sprzedaż jego miejsca przy przejściu na twoje w formie aukcji, do której zachęca również kobietę siedzącą za tobą”, „rozpycha się łokciami na podłokietnikach, ponieważ mają one dla niego «wyższą marginalną użyteczność» niż dla ciebie”, „gdy dostajesz od niego łokciem w żebra, mówi, że jedynie daje ci «impuls» (nudge) do lepszego zachowania”, „gdy otwiera schowek bagażowy, to na twoją głowę spada kopia Kapitału w XXI wieku Piketty’ego”, „jednak on używa jej tylko jako podnóżka”, „oddycha z ulgą, gdy samolot osiąga wysokość 10 tysięcy kilometrów, ponieważ jest teraz w stanie «ogólnej równowagi»”, wreszcie „poświęca cały lot na bazgranie greckich liter w notatniku, jednak okazuje się, że to nie są wzory matematyczne, po prostu jest członkiem zespołu negocjacyjnego MFW lecącego do Aten”. Do listy 10 oznak The Economist dodaje 11, ponieważ ”ów ekonomista wierzy w luzowanie argumentacyjne”.

Oczywiście w internecie pojawiło się mnóstwo propozycji uzupełnienia listy np. „cytuje teoremat Coase’a i próbuje zapłacić ci za to, żebyś nie rozkładał fotela”.

Sam Menzio wygląda tak:
fot. The Washington Post

A jego przerażający artykuł tak:
http://web-facstaff.sas.upenn.edu/~gmenzio/linkies/QSs.pdf