Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzrost gospodarczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzrost gospodarczy. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2018

Korupcja a wzrost gospodarczy

Jaka jest zależność między korupcją a wzrostem gospodarczym? Wyobraźmy sobie, że w jakimś kraju do przetargu o realizację ważnego projektu stają dwa przedsiębiorstwa. Oba mają taki sam budżet. Projekt mógłby dotyczyć np. budowy dróg lub wyposażenia szpitali w sprzęt specjalistyczny. Jedno z tych przedsiębiorstw przeznaczy cały swój budżet na to, aby zrealizowany projekt był jak najlepszej jakości – zakupi odpowiednie materiały, zatrudni doświadczonych pracowników i wykorzysta najlepszą dostępną technologię. Innymi słowy, postara się jak najlepiej wykorzystać zasoby. Drugie przedsiębiorstwo część budżetu zamierza – oczywiście w tajemnicy – przeznaczyć na łapówki dla urzędników, którzy będą podejmować decyzję w sprawie realizacji projektu.

Wybór którego z tych przedsiębiorstw będzie lepszy dla gospodarki i społeczeństwa? Oczywiście pierwszego. Ono lepiej wykorzysta posiadane zasoby. Wytworzy lepszy produkt. A które przedsiębiorstwo ma większe prawdopodobieństwo na wygraną w przetargu? Zapewne w pierwszym odruchu wiele osób pomyśli, że tego drugiego. Niekoniecznie. Zależy to od poziomu korupcji w danym kraju. Według rankingów międzynarodowych najbardziej skorumpowanymi krajami świata są Somalia i Korea Północna. Natomiast najniższy poziom korupcji jest w Danii. Jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że gorsze przedsiębiorstwo zostanie wybrane w Somalii czy Korei Północnej, a lepsze w Danii. Korupcja sprawia, że zasoby nie trafiają tam, gdzie zostałyby najlepiej wykorzystane.

Dane potwierdzają, że kraje, w których korupcja jest wysoka, są gorzej rozwinięte gospodarczo (zależność może oczywiście działać w dwie strony, tj. korupcja przeszkadza w rozwoju gospodarczym, ale i biedniejszym krajom trudniej z nią walczyć).

Źródło: Modern Principles of Economics, Cohen, Tabarrok

Rysunek przedstawia kraje świata w dwóch wymiarach - PKB per capita oraz indeksu korupcji. Na wykresie widoczny jest wysoki stopień powiązania między tymi kategoriami. Oznacza to, że kraje, które mają najmniejszy poziom korupcji, to kraje zamożne. Natomiast im większa korupcja, tym większe prawdopodobieństwo, że kraj jest ubogi.

15 marca 2016

Gospodarka nakazowa kontra gospodarka rynkowa - dwa zdjęcia i jeden wykres

Jedną z najbardziej popularnych ilustracji pokazujących różnice gospodarcze między regionami jest zdjęcie satelitarne przedstawiające Półwysep Koreański nocą. Przedstawia ono rozświetloną Koreę Południową, a część zajmowana przez Koreę Północną jest niemal niewidoczna.

Do  1945  roku  obszar, który dziś zajmują Korea Północna i Korea Południowa, stanowił  jedno  państwo. Ludność, kultura i poziom zamożności północnej części nie różniły się znacząco. Gdy zakończyła się wojenna okupacja japońska, wzdłuż 38. równoleżnika wyznaczono linię demarkacyjną, powyżej której kontrolę przejął Związek Radziecki narzucając ustrój społeczno-gospodarczy, państwo znajdujące się poniżej linii trafiło pod sferę wpływów Stanów Zjednoczonych. Oba państwa, tak jak cała Korea przed podziałem, były zaliczane do grupy państw ubogich. Dochód  w przeliczeniu na osobę był w 1950 roku w obu państwach na poziomie 40% średniej światowej. Efekt różnic w wydajności gospodarki nakazowej i gospodarki rynkowej widoczny jest na poniższym wykresie. W 2008 roku PKB per capita w Korei Północnej wynosił 1122 dolary, a Korei Południowej aż 20454. Średnia dla całego świata wynosiła wtedy 7626 dolarów, więc łatwo dostrzec, że Korea Północna relatywnie zbiedniała a Korea Południowa znacznie się wzbogaciła.
Wersja interaktywna - tutaj.

Teraz, za sprawą Michala Huniewicza, do tego zdjęcia możemy dołożyć kolejne, tym razem przedstawiające granicę między Koreą Północną (po lewej) a Chinami.

Co ciekawe, badania naukowe pokazują, że na podstawie zdjęć satelitarnych przedstawiających rozświetlenie nocą rzeczywiście można szacować poziom PKB per capita i jego zmiany. Wcześniejszy post na ten temat - tutaj.

7 grudnia 2015

Hipoteza klątwy surowcowej

Autorem wpisu jest Konrad Czernichowski, pracownik Wydziału Ekonomicznego UMCS w Lublinie.

Płacąc codziennie w sklepie złotymi, nie zastanawiamy się, skąd wzięła się nazwa polskiej waluty. "Złoty" pochodzi od pierwiastka, który w naszej strefie kulturowej uchodzi za najcenniejszy. Nie dla wszystkich ludzi surowce naturalne są jednak najbardziej wartościowe na świecie. Walutą Botswany, która zapewnia 25% światowej produkcji diamentów, jest pula. „Pula” w języku setswana znaczy „deszcz”. Tswana – główny lud Botswany, która oznacza „miejsce, gdzie żyją Tswana” – cenią więc wodę bardziej niż diamenty. Trudno się temu dziwić. Przeciętny Botswańczyk nigdy nie miał w ręku diamentu, którego cena za karat dochodzi nawet do kilkunastu tysięcy dolarów. Woda jest natomiast towarem rzadkim, którego niedobory odczuwa całe społeczeństwo. Paradoks wody i diamentów znany był już w XIX w. Ekonomiści dociekali, dlaczego niezbędna do życia woda osiąga niższą cenę w porównaniu z diamentami. Odpowiedzi nie da porównanie użyteczności całkowitej obu dóbr (gdyż ona jest zdecydowanie wyższa w przypadku wody), lecz porównanie użyteczności krańcowej (rozumianej jako przyrost użyteczności całkowitej, gdy konsumpcja wzrasta o jednostkę, ceteris paribus; po zaspokojeniu pragnienia użyteczność przyrasta o wiele szybciej w przypadku konsumpcji kolejnych jednostek diamentów niż w przypadku wody) oraz obfitości występowania wody.

Występowanie minerałów na danym terytorium często nie przekłada się na dobrobyt jego mieszkańców. Przykładem może być Demokratyczna Republika Konga nazywana tablicą Mendelejewa z uwagi na występowanie w tym kraju praktycznie wszystkich pierwiastków. Do cenniejszych złóż należą złoto, diamenty, miedź i koltan. Ten ostatni jest niezbędny do produkcji mikroprocesorów, telefonów komórkowych i laptopów. 80% światowych złóż koltanu znajduje się w Kongu. Kongo jest tymczasem jednym z najbiedniejszych krajów świata. Targają nim konflikty zbrojne (szczególnie w prowincji Północne Kivu na wschodzie kraju), nad którymi zupełnie nie panują władze w stolicy kraju Kinszasie. Z kolei uboga w surowce Japonia jest jedną z czołowych gospodarek świata.

Dlaczego nie wszystkie kraje wykorzystują zasoby surowcowe? Jednym ze sposobów wyjaśnienia tego zjawiska jest hipoteza klątwy surowcowej. Wedle niej gospodarka oparta na eksploatacji zasobów naturalnych rozwija się wolniej, a system polityczny w takim państwie jest niestabilny. Problemem jest często powszechna korupcja, słabe społeczeństwo obywatelskie. Rządy takich państw nie mają bodźców, aby usprawniać ich działalność, zwiększać transparentność reżimu i aktywizować obywateli. Ich głównym celem pozostaje utrzymanie kontroli nad surowcami zapewniającymi łatwy pieniądz, którym zainteresowana jest także opozycja. Wzmaga to konflikty wewnętrzne. Spotkać można również taką prawidłowość, że mieszkańcy krajów pozbawionych surowców zmuszeni byli do kreatywności i stopniowo powiększali swoje bogactwo. Z kolei obywatele krajów obfitych w minerały byli pozbawieni takich bodźców. Elementem klątwy surowcowej jest tzw. choroba holenderska. Polega ona na tym, że na skutek odkrycia nowych złóż do kraju napływają waluty obce. Następuje aprecjacja waluty krajowej względem walut zagranicznych. Ma to zabójczy wręcz wpływ na eksport w pozostałych działach gospodarki, a tym samym na produkcję i stopę bezrobocia. Kraje coraz bardziej uzależniają się od cen światowych surowców. Stają się wrażliwe na wahania ich cen. Ponadto, zwolennicy tej hipotezy dowodzą, że państwa takie nie doceniają wartości edukacji w długim okresie, a rozwój przemysłu wydobywczego wiąże się z dewastacją środowiska naturalnego.
Lusaka to miasto olbrzymich dysproporcji. Nieopodal hoteli, banków i hipermarketów znajduje się Misisi - dzielnica slamsów bez dostępu do bieżącej wody i prądu, uważana za jedną z pięciu najgorszych w Afryce Subsaharyjskiej
Inne przykłady afrykańskich państw zasobnych w surowce to m.in. Zambia, Angola, Gwinea Równikowa, Sudan Południowy, Ghana, Mozambik czy Tanzania. Wszystkie one muszą borykać się z zagrożeniem „klątwy surowcowej”. W 2006 r. ogłoszono oficjalnie odkrycie ropy naftowej w Ugandzie. Kraj ten zajmuje obecnie trzecie miejsce w Afryce Subsaharyjskiej pod względem wielkości udowodnionych złóż tego surowca (po Nigerii i Angoli, a przed Sudanem Południowym i Gabonem). Wydobycie ropy planowane jest na 2018 r. i stopniowo będzie rosnąć. Rząd ugandyjski wynegocjował jedne z najlepszych w Afryce warunki kontraktów z korporacjami naftowymi, wedle których 80 proc. zysku ze sprzedaży ropy trafi do budżetu państwa. Może to oznaczać, iż surowiec ten będzie zapewniał blisko jedną trzecią dochodów budżetowych. Jeśli sprawdzą się prognozy i w początkowym okresie sektor naftowy w Ugandzie będzie stanowił 7 proc. PKB, należy się liczyć ze wzrostem popytu na ugandyjski szyling, który w związku z tym będzie się umacniał względem dolara, a to spowoduje mniejszą opłacalność eksportu w innych gałęziach przemysłu [1].

W latach 2009-2012 miałem okazję realizować wespół z kolegami z Uniwersytetu Wrocławskiego (D. Kopińskim i A. Polusem) grant MNiSW, którego celem było przetestowanie hipotezy klątwy surowcowej na przykładzie Botswany i Zambii. Wyniki badań pokazały, że otoczenie polityczno-instytucjonalne, ekonomiczne, historyczne, geograficzno-fizyczne, społeczno-kulturowe i międzynarodowe ma o wiele większe znaczenie dla rozwoju gospodarczego obu krajów niż sam fakt występowania na ich terytorium, odpowiednio: diamentów i miedzi. Potwierdziły to rozmowy z ekspertami, politykami, przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego, przedsiębiorcami, a nawet ze zwykłymi ludźmi. Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem tych badań była odpowiedź na jedno z pytań, udzielona przez większość przeankietowanych zambijskich respondentów. Pytanie brzmiało: „Czy uważasz, że surowce naturalne są przekleństwem, czy błogosławieństwem dla Afrykańczyków?” Spodziewałem się odpowiedzi „Zdecydowanie przekleństwem” i „Raczej przekleństwem” z uwagi na sytuację w ich własnym kraju – powszechność korupcji oraz transfer znacznej części zysków z wydobycia miedzi za granicę. Tymczasem 77,3% osób było zdania, że minerały są błogosławieństwem (z czego 84,6% podało odpowiedź „Zdecydowanie błogosławieństwem”). Pytani o uzasadnienie takiej opinii, podawali m.in. takie argumenty:

  • „To zależy od nas samych, jak naprawdę żyjemy”;
  • „To ludzie mają problemy, a nie surowce. To problem podziału. Dlatego nawet dla takich krajów minerały są błogosławieństwem”;
  • „Nie mogę winić Boga za ulokowanie miedzi w Zambii – jest ona zdecydowanie błogosławieństwem”;
  • „Robimy zły użytek z tego błogosławieństwa”.

Rzeczywiście, intuicje zwykłych Zambijczyków są słuszne. Na to, jak obecność miedzi i diamentów wpływa na rozwój Zambii i Botswany, wpływ mają takie czynniki, jak: moment odkrycia złóż (w Zambii – przed uzyskaniem niepodległości, w Botswanie – po); łatwość wydobycia; etyka pracy, funkcjonowanie instytucji politycznych i gospodarczych; trudności z dywersyfikacją gospodarki; relacje między rządem, biznesem i organizacjami pozarządowymi.
Przetłumaczona w 2014 r. książka Darona Acemoglu i Jamesa A. Robinsona pt. „Dlaczego narody przegrywają” uznaje jakość instytucji politycznych i gospodarczych za kluczowy czynnik prowadzący do pomyślności. Instytucje gospodarcze dostarczają bodźców do kształcenia się, inwestowania, oszczędzania, wprowadzania innowacji i stosowania nowych technik. Sprawne działanie instytucji gospodarczych zapewniają z kolei włączające (inkluzywne) instytucje polityczne zapewniające, że władza działa w interesie obywateli. Tymczasem w wielu krajach afrykańskich instytucje mają charakter wyzyskujący, a nie włączający.

Bardziej szczegółowe wyniki badań nad przemysłem wydobywczym w obu krajach afrykańskich można znaleźć w książce: K. Czernichowski, D. Kopiński, A. Polus, Klątwa surowcowa w Afryce? Przypadek Zambii i Botswany, CeDeWu, Warszawa 2012.

Nchanga Open Pit - druga największa na świecie kopalnia odkrywkowa, Copperbelt, Zambia
[1] W. Tycholiz, A. Polus, Perspektywy wystąpienia zjawiska klątwy surowcowej w Ugandzie – aspekty ekonomiczne, w: „PCSA Working Papers Series No. 16”, październik 2015, ss. 5-10.

26 lutego 2014

Co zdjęcia z satelity mówią o wzroście gospodarczym?

Ostatnio gazeta.pl zamieściła film z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej pokazujący nocne rozświetlenie fragmentu Ziemi m.in. półwyspu koreańskiego. Okazuje się, że w nocy
Korea Północna wygląda tak, jakby zniknęła z kontynentu - widać tylko stolicę i kilka większych miast. W przeciwieństwie do sąsiada, Korea Południowa jest natomiast mocno rozświetlona.

Może to służyć za ilustrację różnic w rozwoju gospodarczym tych krajów, które jeszcze po drugiej wojnie światowej stanowiły jedno dość ubogie państwo. Dziś natomiast - wskutek różnic w przyjętym modelu rozwoju gospodarczego - Korea Południowa jest kilkanaście (a może nawet więcej) razy bogatsza w przeliczeniu na obywatela.

Ale czy tylko ilustracja i ciekawostka?

Okazuje się, że za pomocą zdjęć satelitarnych przedstawiających jak "jasny" nocą jest dany kraj można nie tylko pokazywać różnice w poziomie zamożności, ale również... je mierzyć.

W opublikowanym w 2012 roku artykule Henderson, Storeygard i Weil przedstawili, w jaki sposób można użyć zdjęć satelitarnych, żeby poprawić jakość uzyskiwanych danych o tempie wzrostu gospodarczego. Problem jakości danych o PKB jest często podnoszony i ma to swoje uzasadnienie, o czym świadczy chociażby niedawny przykład Nigerii, w której zmiana sposobu liczenia PKB spowodowała, że oficjalna wartość wzrosła o około 60% (podobnie było w 2010 roku w Ghanie).

Posługując się tą metodą autorzy oszacowali np. gdy w Demokratycznej Republiki Konga oficjalne dane wskazywały na roczny spadek poziomu PKB o 2,6%, to światła "wskazywały" na wzrost o 2,4%. Z kolei Birma wg oficjalnych statystyk miała imponujące tempo wzrostu w wysokości 8,6%, ale wg zdjęć było to tylko 3,4%.

Dodatkowo taka metoda pozwala na obliczenia wartości wskaźnika na poziomie lokalnym (regiony i miasta), co często nie jest czynione.

31 stycznia 2014

Dlaczego jedne kraje są bogatsze od innych - Polska a Ukraina

Według podejścia instytucjonalnego przyczyną różnic w rozwoju gospodarczym krajów jest jakość i rodzaj instytucji. Ich znaczenie można zilustrować śledząc historię zmian w poziomie zamożności Polski i Ukrainy w ostatnich 25 latach (wykres po lewej przedstawia zmiany PKB per capita). O ile na początku tego okresu Polska i Ukraina były niemal na takim samym poziomie rozwoju gospodarczego, to dziś polski PKB per capita jest trzy razy wyższy od ukraińskiego. Dlaczego tak się stało?
Źródło: Trystero/Branko Milanovic

Instytucje w ekonomii to zasady, "reguły gry". Składają się na nie zarówno zwyczaje, przepisy prawne, struktury administracyjne jak i czynniki kulturowe. czy mentalność. Kluczowe dla wzrostu gospodarczego będą w szczególności te powiązane z ochroną praw własności, poziomem korupcji, jakością administracji i systemu sądowniczego, stymulowaniem konkurencji na rynkach itp.

Ważnym pytaniem jest to, od czego zależy rozwój "dobrych" instytucji - dlaczego wykształciły się one w jednych krajach a w innych nie? Zdaniem Darona Acemoglu i Jamesa Robinsona, autorów książki Why Nations Fail: The Origins of Power, Prosperity, and Poverty, instytucje można podzielić na inkluzywne (włączające) oraz ekstraktywne (wyzyskujące). Te pierwsze to takie, które sprawiają, że uczestnictwo w życiu gospodarczym przynosi korzyści ogółowi społeczeństwa. Przykładowo - ochrona praw własności sprawia, że opłaca się nam ciężko pracować i inwestować, ponieważ będziemy mogli korzystać z owoców wykonanej pracy. Niski poziom korupcji sprawia, że premiowane są te działania, które dają najlepszy efekt a nie te, które wsparte są łapówką. Drugi rodzaj instytucji pozwala natomiast na czerpanie korzyści przez część społeczeństwa kosztem reszty.

Na 177 państw objętych badaniem poziomu korpucji (Indeks Percepcji Korupcji tworzony przez Transparency International, im wyższe miejsce tym niższy poziom korpucji) Polska zajmuje 38. miejsce na świecie. Natomiast Ukraina plasuje się na miejscu 144.

Zdaniem Acemoglu i Robinsona wykształcanie się dobrych instytucji jest możliwe wtedy, gdy różne grupy w społeczństwie mają równy dostęp do systemu politycznego. Dzięki temu w wyniku kompromisu może zostać ustalony taki porządek, który będzie uwzględniał interesy wielu grup. Natomiast, jeśli system polityczny jest "zawłaszczony" przez wąską grupę osób (np. oligarchów), to przyjmowane będą takie prawa i zasady działania, które będą chronić interesy tej właśnie grupy. Wykres po prawej, który przedstawia majątek miliarderów w danym kraju odniesiony do poziomu PKB. Przepaść w bogactwie między najbogatszymi a resztą społeczeństwa i związany z tym dostęp do systemu politycznego to oczywiście tylko jeden z wielu czynników, które mogły wpłynąć na różnice w jakości instytucji w obu krajach.

O pewnych szczegółach dotyczących m.in. konstrukcji systemu politycznego i jego wzajemnej relacji z poziomem korupcji mówił ostatnio prof. Markowski w jednym z Poranków Radia Tok.fm (pierwsze 6 minut tej audycji):


W skrócie - korupcja w systemie prezydenckim jest znacznie łatwiejsza i bardziej opłacalna niż w systemie gabinetowo-parlamentarnym. W tym pierwszym jest stała, wąska grupa osób mających wpływ na podejmowane decyzje. W tym drugim, w którym jest więcej osób, z większą rotacją korumpowanie jest po prostu bardziej kosztowne.

10 kwietnia 2013

Dlaczego paczka czipsów nie kosztuje 80 zł?

80 złotych, czyli 25 dolarów. Tyle właśnie, wg Eda Herra z Herr Food Inc., kosztowałaby dziś paczka czipsów, gdyby wyprodukować ją wg metody sprzed ponad 60 lat. W roku 1946 roku, gdy firma zaczynała swoją działalność, do wyprodukowania każdej paczki potrzeba było 10-krotnie większej liczby pracowników niż dziś (co w ekonomi określamy jako pracochłonność procesu produkcji). W tamtym czasie moce przerobowe firmy pozwalały na wyprodukowanie około 5 kg produktu w ciągu jednej godziny, dziś - dzięki automatyzacji i komputeryzacji procesu produkcyjnego - Herr Foods w ciągu 60 minut jest w stanie wyprodukować prawie 5 ton czipsów.
Polecam krótki reportaż o produkcji w tym przedsiębiorstwie, w szczególności fragment o selekcjonowaniu czipsów, których kolor odbiega od przyjętych standardów.

Secrets From The Potato Chip Factory from Planet Money on Vimeo.
Jest to świetny przykład tego, jak technologia zmniejsza koszt kupowanych przez nas produktów. Automatyzacja pracy następuje wtedy, gdy rozwój techniczny prowadzi do tego, że praca maszyny jest tańsza/wydajniejsza od pracy człowieka. Skutkiem tego jest niższa cena i większa dostępność - oczywiście nie tylko czipsów, ale również ubrań, leków, samochodów itd.
Z drugiej strony w takich przypadkach zawsze pojawia się pytanie, co z pracą dla ludzi? Takie obawy towarzyszą nam od początku procesu automatyzacji pracy. Już w XIX wieku tzw. "luddyści" protestowali przeciwko zmianom wywołanym przez wprowadzenie maszyn do fabryk, co - ich zdaniem - dramatycznie pogarszało sytuację bytową robotników. Ich protesty przybierały nawet formę niszczenia maszyn, co z dzisiejszej perspektywy może nie wygląda może zbyt rozsądnie, ale wystarczy rzut oka na kilka współczesnych przykładów aby w niejednym z nas obudził się współczesny luddysta:
Może nie zaczynamy od niszczenia naszych smarfonów i laptopów, ale obawa o to, czy będziemy przydatni w przyszłości (wcale nie tak odległej) nie jest chyba inna od strachu luddystów.
Dziś trudno sobie wyobrazić, że maszyna zastępuje ludzką kreatywność czy empatię, ale wiele innych umiejętności, których posiadanie daje dziś ludziom pracę, będzie zautomatyzowane już w niedalekiej przyszłości. Podobnie jak 200 lat temu oznacza to z jednej strony tańszy produkt czy usługę dla wszystkich a z drugiej strony poważny problem, czasem nawet dramat, dla "zastępowanych" pracowników. W przypadkach, gdy skutkiem będzie przekwalifikowanie się pracowników może wiązać się z tym zmniejszenie wynagrodzenia, w innych efektem może być długotrwałe bezrobocie. Czy więc rzeczywiście powinniśmy się bać? Polecam wystąpienie Andrew McAfee, współautora książeczki Race Against The Machine: How the Digital Revolution is Accelerating Innovation, Driving Productivity, and Irreversibly Transforming Employment and the Economy:

Kilka artykułów o tym, czy roboty zabierają nam pracę:
A do lepszego przygotowania się na nadchodzące zmiany na rynku pracy, wynikające nie tylko z automatyzacji ale z też globalizacji, polecam książkę Dana Pinka "Całkiem nowy umysł".

22 czerwca 2012

2 tysiące lat historii gospodarczej świata na jednym wykresie

Biorąc poprawkę na dziwną skalę na osi poziomej, za którą autorowi wykresu słusznie obrywa się od edytorów bloga "Graphic detail", obrazek pokazuje coś bardzo istotnego: Azja wraca na swoje miejsce, a dominacja Zachodu - obserwowana z takiej perspektywy - była "chwilową" abberacją (niebezpodstawną oczywiście). 

25 marca 2012

Co ekonomiści wiedzą o włoskiej mafii?

Zajmowanie się przez ekonomistów tematami tradycyjnie nie kojarzonymi z ekonomią - takimi jak rodzina, uprzedzenia rasowe czy przestępczość - od dawna budzi mieszane reakcje. Z jednej strony krytykowane jest uproszczone, modelowe widzenie świata, które wykorzystują ekonomiści w swoich badaniach (pomijanie czynników kulturowych, historycznych itp.). Z drugiej strony zastosowanie takich właśnie metod metod badawczych daje czasami bardzo ciekawe, wywołujące dyskusje wyniki.
Podobnie jest z analizą genezy sycylijskiej mafii dokonanej przez grupę włoskich ekonomistów. Wyniki ich badań wskazują na to, że ważnym czynnikiem, który umożliwił rozwój mafii i wzrost jej siły, był dynamiczny wzrost gospodarczy, który Sycylia przeżywała w XIX wieku dzięki zbiorom cytrusów i wydobyciu siarki. Transport tych dóbr był narażony na grabież a ówczesna Sycylia nie posiadała jeszcze sprawnych instytucji publicznych zapewniających ochronę praw własności. Tę właśnie lukę wypełniła mafia, która dostarczała kupcom - odpłatną oczywiście - usługę ochrony transportowanych dóbr.
Po szczegóły odsyłam do artykułu R. Wosia z "DGP" zamieszczonego na stronach forsal.pl:
http://forsal.pl/artykuly/605252,historia_mafii_opisana_matematycznie.html
Pewne krytyczne uwagi do tej analizy są tu (przedostatni akapit):
http://nephist.wordpress.com/2012/03/10/mafianomics-4/
A źródłowy artykuł włoskich ekonomistów tu:
http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=2009808

4 grudnia 2011

Niall Ferguson i jego spojrzenie na rozwój gospodarczy

Poniżej wystąpienie Nialla Fergusona* z TEDGlobal 2011, w którym analizuje czynniki, które sprawiły (i wciąż sprawiają), że jedne kraje osiągają wysokie i długotrwałe tempo wzrostu gospodarczego, a inne z kolei w tej dziedzinie zawodzą. Ferguson mówi też o tym, dlaczego następuje zmierzch dominacji Zachodu, co jest szczególnie aktualne dziś i daje nieco szerszą perspektywę do bieżącej debaty politycznej.
UWAGA! Polska wersja tłumaczenia zawiera aktualnie kilka błędów i niefortunnych sformułowań, na które trzeba uważać (żeby nie przeinaczyły sensu):
  • gdy pada zdanie "Dlaczego? To nie jest ekonomiczna historia." w rzeczywistości Ferguson mówi, że to jest nie tylko ekonomiczna historia (This wasn't just an economic story.) 
  • termin The Great Divergence został przetłumaczony jako Teoria europejskiego cudu - są to terminy bliskie sobie, jednak o nieco odmiennych znaczeniach i skojarzeniach. Odsyłam po szczegóły do anglojęzycznej Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/The_European_Miracle
  • wreszcie uwaga o charakterze technicznym - tytuł "The 6 killer apps of prosperity" został w polskiej wersji wystąpienia przetłumaczony dosłownie, czyli jako 6 zabójczych aplikacji dobrobytu. "Killer app" to niemające swojego bezpośredniego odpowiednika w języku polskim żargonowe wyrażenie, którym określa się aplikację komputerową przewyższającą funkcjonalnością konkurencję, w największym stopniu spełniającą potrzeby użytkowników - Fergusonowi chodzi natomiast o zasady i reguły przyczyniające się do wzrostu gospodarczego. Gdyby użył żargonu ekonomicznego zamiast komputerowego powiedziałby więc: "instytucje". Jednak w wystąpieniu zgrabnie i z humorem uzasadnia użycie właśnie tego terminu i opiera na nim konstrukcję wykładu.
* Niall Ferguson jest brytyjskim historykiem, specjalizującym się w historii gospodarczej. Napisał m.in. Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat oraz Potęga pieniądza. Finansowa historia świata.

13 stycznia 2011

Najszybciej rozwijające się kraje świata w minionej dekadzie

"The Economist" przedstawia zestawienie krajów o najwyższej średniej stopie wzrostu PKB w latach 2001-2010. Wśród nich jest aż sześć krajów afrykańskich:
  1. Angola - 11,1%
  2. Chiny - 10,5%
  3. Birma - 10,3%
  4. Nigeria - 8,9%
  5. Etiopia - 8,4%
  6. Kazachstan - 8,2%
  7. Czad - 7,9%
  8. Mozambik - 7,9%
  9. Kambodża - 7,7%
  10. Rwanda - 7,6%


Prognoza na lata 2011-2015 jest dla Afryki równie korzystna.
Źródło:
http://www.economist.com/blogs/dailychart/2011/01/daily_chart